Wprowadzenie
Biografia
Najnowsze Artykuły
Albumy
Archiwum
Polecam
Kontakt
 

WYBORY  2010 i głosowanie Polonii

 

Moja siostra Izabella wyjechała z Polski w roku 1972 (chyba). Na pewno na początku lat siedemdziesiątych. Pierwszy raz do Polski przyjechała w roku 1986 na pogrzeb naszego ojca. Uważałem wtedy, po kilku dniach jej pobytu, że jej długi pobyt za granicą spowodował, że nie rozumie ona zupełnie warunków życia w Polsce. Że mieszkając tyle lat na Zachodzie, zatraciła zrozumienie dla Polaków ze starego Kraju. Dla niej wszystko było proste i na wszystko miała lekarstwo. Wiedziała, co powinniśmy w Polsce zrobić żeby było lepiej i jak powinniśmy żyć by było nam dobrze. Denerwowało mnie to, bo co ona mogła wiedzieć o życiu w Polsce, gdy jej tu nie było. Minął rok i sam wyjechałem z rodziną na emigrację. Już po pół roku w obozie w Niemczech Zachodnich uderzyło mnie, że w stosunku do nowoprzybyłych z Polski zachowuję się podobnie jak moja siostra w Polsce. Te pół roku wystarczyło. Do obozu ciągle przybywali nowi emigranci, a ja zauważyłem, że rozmawiam z nimi o Polsce tak jak moja siostra ze mną. Zapamiętałem to sobie na resztę życia. Jak szybko zapominamy, jak szybko przestajemy rozumieć to, co kiedyś było takie proste tam w kraju. Co ciekawe, dalej jest to dla nas emigrantów proste, ale dla rodaków z Polski brzmimy jakbyśmy spadli z księżyca.

Czemu o tym piszę? Bo przez ostatnie tygodnie w Polsce wrzało. Odbywały się wybory Prezydenta Rzeczpospolitej. W rezultacie sprowadziło się to do dwóch kandydatów: Kaczyńskiego i Komorowskiego. Dało się wyraźnie zauważyć, że elektorat Kaczyńskiego był niezwykle agresywny. Nie mówię tu o jego biurze wyborczym tylko o zwolennikach. Podały wulgarne słowa i okrzyki. Manipulowano patriotyzmem i ojczyzną, naciskano na niezdecydowanych w sposób często bardzo nieprzyjemny, nie argumentacją ale prawie siłowym naciskiem. To wszystko przeniosło się na grunt Polonii w Kanadzie i na całym świecie. Tutaj nie były to duże grupy (ok. 5 procent w Ontario, 1.5 procenta w Albercie) ale za to głośne. Niektórzy, jak p. Peter Stan zakładali grupy na „facebook”. Nic w tym złego ani dziwnego gdyby nie to że p. Stan z języka polskiego poznał tylko jego najbardziej wulgarną część. Gdy zapytałem czemu się tak nie po polsku nazywa, obrzucił mnie jeszcze gorszymi inwektywami ale powiedział że urodził się w Kanadzie. Nie wyjaśniło mi to jego nazwiska, ale już nawet nie chciałem. Musiałem zablokować jego dostęp do mojego profilu bo słownictwo pod budką z piwem to wersal w porównaniu z tym jak ten „pan” się wyrażał. Jak się na niego natknąłem? Otóż nie wiem jakim cudem znalazłem się w założonej przez niego grupie popierającej Kaczyńskiego która to grupa już w tytule miała pierwsze słowo na „ch”. Próbowałem się wypisać, nie dało rady. Jeśli tak działał elektorat Kaczyńskiego to współczuję mu popleczników.

W Calgary lokal wyborczy zorganizowany był jak zwykle w biurze Konsula Generalnego w Domu Polskim. To, że jestem przeciwko głosowaniu w polskich wyborach zasiedziałej Polonii nie znaczy, że jestem przeciwko organizowaniu takiego biura. Wręcz przeciwnie. Jest przecież sporo rodaków, którzy są tutaj tylko tymczasowo w pracy czy z wizytą. Również, ponieważ Rząd Polski dał Polonii prawo głosowania, jeśli ktoś uważa, że powinien to robić mieszkając na stałe tutaj to sprawa jego sumienia a nie moja i powinien mieć gdzie to zrobić. Sam nawet pomagałem w organizacji takich wyborów w 2007 roku i zrobię to znowu jeśli będzie taka potrzeba, ale…

Mieszkam za granicami Polski od 23 lat. Pierwszy raz do Polski pojechałem po 17 latach (polecam artykuł z mojej strony: www.marekmankowski.com , dział „Archiwum”- „Nowa Polska”). Jedno wiem na pewno: Polacy mieszkający na stałe za granicą nie powinni głosować w wyborach w Polsce. To niemoralne wybierać komuś przedstawicieli (prezydenta, posła, radnego) i nie ponosić konsekwencji tego wyboru, bo tam nie mieszkamy. Znam wszystkie argumenty wielkich polonijnych „patriotów” za udziałem w wyborach i jeszcze raz powtarzam: TO NIEMORALNE. Jeśli chcecie wpływać na losy Polski to jedźcie tam i zamieszkajcie i pracujcie. Wtedy i tylko wtedy macie moralne prawo wybierania. Wielu dorabia sobie różne etosy do powodów swojej emigracji. Po co? Wyjechaliśmy i nawet jeśli jest tych kilku których do tego zmuszono to już dwadzieścia lat temu mogli wrócić i budować nową Polskę. Jeśli tego nie zrobiliście to odczepcie się od układania życia tym, co tam mieszkają i pracują. To nie ma nic wspólnego z patriotyzmem tylko z własnym ego i wielką zarozumiałością. Patriotyzm Polonii to utrzymanie polskości, wychowanie dzieci w szacunku do starego kraju, utrzymanie polskiego języka. Wrzucanie głosu do polskiej urny przez zasiedziałego emigranta to po prostu WSTYD i wykorzystywanie kurtuazji polskiego rządu, który dał takie prawo rodakom na obczyźnie. Napisałem to na swojej stronie i dostałem list od oburzonej pani Elli z Ontario:

Panie Marku,

Jestem zaskoczona Panska krotkowzrocznoscia. Skad Pan wie, ze kiedys nie wroci Pan do Polski jak wiele innych osob, ktore to zrobily? Poza tym jak mozna zabraniac ludziom majacym polskie obywatelstwo, ze chca brac udzial w zyciu Polski? A Pan to robi swoimi slowami… Slyszal Pan o bankietach dla powodzian? Czyli ze pomoc finansowa dla rodakow jest w porzadku, ale branie udzialu w zyciu politycznym nie? A co Pan robi? Dla kogo te Panskie ksiazki i artykuly? Dla Polakow? Dla Kanadyjczykow?  

Poza tym nie ma Pan prawa publicznie wymyslac ludziom, ktorzy mieli zamiar brac udzial w wyborach. W Kanadzie nazywa sie to “bullying”.

Czytalam Panskie artykuly, ale po tym ostatnim stracilam szacunek do Panskich wypowiedzi. Moze to co pisze nie wywrze na Panu zadnego wrazenia… Moze Pan bedzie dalej zacietrzewiony, ale to juz nie moja sprawa…  Zreszta, jak Pan widzi, rodacy w Polsce i tak wybrali, kogo chcieli, tzn. kogo im lansowano, a Panskie slowa o wstydzie pozostaly…  A to Panu powinno byc wstyd.

Z powazaniem

Elzbieta

 

Hmm… Nie zauważyłem żebym komuś wymyślał, przedstawiłem tylko swoje zdanie. Lansowano zarówno jednego kandydata jak i drugiego. Dobrze, że słowa o wstydzie pozostały. Może się to przyda następnym razem. Ja nikogo nie zmuszam ani nie nakłaniam do swojego zdania. Mam przyjaciół z zupełnie odmiennym poglądem niż mój i wcale nam to nie przeszkadza być przyjaciółmi. Są jednak ludzie, którzy absolutnie nie akceptują odmiennego niż ich zdania i gdy nie skutkuje agresywna argumentacja to uciekają się do wulgarnych słów i fizycznych gróźb jak w przypadku Petera Stana. To oni są ci tzw. „bullys”. Jednogłośną i mającą jedyną rację Partię już w Polsce mieliśmy. Przez ponad 50 lat. Nauczmy się demokracji i szacunku dla zdania innych. Najwyższy czas.

Marek Mańkowski

 

 

 
   

Marek Mańkowski

 Gazety: Goniec , Nowy dziennik (Nowy York)
©Marek Mańkowski