Wprowadzenie
Biografia
Najnowsze Artykuły
Albumy
Archiwum
Polecam
Kontakt
 

W POPRZEK KANADY – 2

 

 

 

(Cd)

Moje motto zawsze było, że jak nie wiesz jak coś zrobić to zacznij to robić i nie rezygnuj. Zatrzaśnięte drzwi mogły nas zatrzymać na parę dni. Zacząłem próbować bez specjalnej nadziei na powodzenie. Elektryczne zamki, specjalnie sprowadzone z Niemiec dla tego projektu miały być nie do pokonania. I nagle „klik” drzwi stanęły otworem. Powtórzyłem to przy drugich drzwiach. Tę samą kolejność czynności ten sam nacisk i manewr i znowu „klik”. Kolejne drzwi otwarte. Idę do Walerego, który siedzi załamany w samochodzie, pokazuję mu otwarte drzwi. Nie może uwierzyć. Patrzy na mnie jak na boga. Już nigdy później nie miałem z nim kłopotów na trasie. W końcu zaoszczędziłem mu 4000 dol. Po powrocie w firmie rozebrałem zamek na części by zobaczyć co spowodowało jego otwarcie. To był absolutny przypadek. Milimetr w górę lub w dół, nie taki nacisk lub zbyt mocne potraktowanie i zamek by się nie otworzył. Menadżer projektu Kevin, zadecydował, że nie będziemy tego meldować. Wymiana wszystkich zamków od oceanu do oceanu to koszt setek tysięcy dolarów i strata masy czasu. Było mało prawdopodobne by ktoś mógł powtórzyć to co zrobiłem. Umiejętność ta przydała sie jeszcze kilka razy, ale o tym później. Zatrzaśnięte drzwi i brak rampy to nie był jedyny problem w Drummondville w Quebeck. Okazało sie , że dodatkowy unit techniczny dołączony do zestawu nie ma zainstalowanego metalowego kanału dla przewodów. Kabli od sytemu security nie można po prostu przeciągnąć pod spodem, zbyt łatwo było by je przeciąć. Ten problem zostawiam na później. Jest dwunasta w nocy, jesteśmy na nogach od siódmej rano. Jedziemy do hotelu.

Pobudkę robie o szóstej rano. Walery troche marudzi ale wstaje. O siódmej jesteśmy już w drodze do Villeroy. Jest to wioska blisko, ok 80 km od Quebec City. Jesteśmy tam o ósmej. Bierzemy się do roboty. Instalowanie elektroniki i przeciąganie wielożyłowych kabli zajmuje czas do 13 po południu. Również tutaj zainstalowany jest dodatkowy unit techniczny bez kanału dla naszych przewodów. Po rozmowie z firmą i decyzji menadżera jadę do Quebec City po extra narzędzia do wiercenia betonu, materiały i części. Znam dość dobrze to piękne miasto. Kolega brał tu ślub na którym byłem świadkiem i spędziłem tam wtedy kilka dni. Szukanie części, i narzędzi zajęło trochę czasu . Dopiero po czterech godzinach jestem z powrotem w Villeroy. Walery w między czasie kończył instalację, bardzo tym razem pilnując by nie zatrzasnąć drzwi przed czasem. Właściwie to sposób na to znalazłem bardzo prosty. Nie instalujemy zamków zanim system nie działa. Biorę się za wiercenie betonowej ściany. To specjalnie utwardzany beton i praca nie jest łatwa ale udaje się i mamy akces. Teraz trzeba tylko przepuścić calową rurę, zamontować z obu stron metalowe puszki elektryczne i przeciągnąć przewody. Potem podłączyć naszą elektronikę i gotowe. Zakładamy zamki, sprawdzamy system. Nie działa. Okazuje się że zepsuł się 12 V transformator. Udaje mi się go naprawić. Transformator nie należy do naszego systemu ale uruchamia zamki. Pamiętam ten model z czasu gdy pracowałem w Princess Margaret Hospital. Były z nim ciągłe kłopoty. Wreszcie wszystko działa, jest 23:00. Pakujemy samochód i wracamy do Drummondville do hotelu. Jesteśmy tam o 12 w nocy.  Siedemnaście godzin pracy to dużo. Rano 26 lutego pobudka o siódmej. O ósmej jesteśmy już na podstacji i robię to samo co w Villeroy, czyli akces przez sciane do extra unitu. Zajmuje nam to czas do 13, w tym zakupy kolejnych części, testowanie systemu, zwrot zasilacza do sklepu. Tym razem w Montrealu jesteśmy zablokowani w korku i do Ottawy przyjeżdżamy dopiero o15:30. Teraz szybko do oddziału Pulorator Courier który zamykają o 16:00. Czeka tam na nas przesyłka z firmy z podzespołami, które zużyliśmy do dodatkowych unitów. Udaje się zdążyć. Odbieramy też zasilacz do laptopa z hotelu i udajemy sie na podstację, która zbudowana jest na tyłach stacji kolejowej, oczywiście przy torach. Elektryk który zakładał tu instalację nie miał chyba dobrego dnia. Nasz system jest podłączony do innego bezpiecznika  niż powinien i jest pod napięciem. Na szczęcie mam manierę sprawdzania prądu nawet przy wyłączonym bezpieczniku. Tym razem ta maniera uratowała mnie o niezłego wstrząsu. Pod nasz wyłączony bezpiecznik jest z kolei podłączony system ładowania baterii generatora diesla. Bateria jest rozładowana. Gdyby wysiadł prąd podstacja pozostała by bez zasilania. Zmieniam przewody, chociaż nie powinienem. To sprawa elektryka. Drugi błąd to przewód pod napięciem dotykający uziemienia w grzejniku i w połowie spalona izolacja. Zmieniam i to. Gdyby ktoś chciał zrobić sabotaż to był to najlepszy sposób. Nie do wykrycia przy pobieżnych oględzinach. Kończymy o 23:30 i do hotelu. Następnego dnia pospaliśmy aż do ósmej. Jest niedziela 27 luty 2000. praca skończona, w pięć dni przepracowaliśmy 78 godzin. Wracamy do Mississauga. Wyjechaliśmy o 9 rano, w firmie byliśmy o 14:00. Odwożę Walerego do domu gdzie wita go szczęśliwa żona. Ja jadę do firmy rozpakować auto. W poniedziałek rano trzeba je oddać AVIS.

Po krótkim niedzielnym odpoczynku, w poniedziałek 28 lutego 2000 roku oddałem Ford Explorer do wypożyczalni AVIS, jeden z kolegów odebrał mnie i pojechaliśmy do firmy. Przygotowania ekwipunku na następną wyprawę, tym razem na zachód zajmowały sporo czasu.

 

Ok. Godz. 13 przyszła wiadomość, że w Villeroy nie można otworzyć drzwi do jednego z unitów a jeden z klientów, NTNT chce instalować swoje urządzenia. Nie wyglądało to dobrze. Projekt dopiero zaczynał pracować a tu od razu problem z tak prostą sprawą jak akces. Zwłaszcza w początkowym stadium projektu kontrakt może zostać zerwany i dziesiątki tysięcy dolarów inwestycji mogą przepaść bezpowrotnie. To ja zakładałem system w Villeroy parę dni temu. Wtedy wszystko działało ale coś musiało się wydarzyć. Pół godz. później, o 13:30 byłem już w samochodzie firmy (VW Golf), zaopatrzony w laptop i narzędzia gnałem znowu autostradą 401 na wschód mając do przejechania prawie 800 km. Przejazd przez Montreal w godzinach szczytu zawsze zajmuje sporo czasu.

Na miejscu byłem o godz 22:00. Mała wioska już była uśpiona, dookoła śnieg i cisza. Wziąłem sie za robotę. Sprawdziłem każdy przewód, każde połączenie, nie było żadnego błędu. Zrobiłem downloading z laptopa do komputera podstacji. Sprawdziłem zamki. Działają, musiał być jakiś błąd w programie komputera. Jest godz 12 w nocy, wracam do domu. Nie przepadam za jazdą w nocy, ale przynajmniej nie ma dużego ruchu. Ten mały samochodzik którym jadę potrafi być szybki. W Mississauga jestem już o 6:30 rano. Komu się chce policzyć zorientuje się ze przejechanie 800 km w 6.5 godz. daje całkiem niezłą średnią prędkość. To było ryzyko ale czekał wyjazd na zachód i przygotowania do niego. Założyłem, że gdy zobaczę z tyłu zbliżające się światła to może to być tylko policja. I rzeczywiście, już w Ontario, jeszcze przed Kingston ujrzałem w lusterku wstecznym światła. Kto mógł jechać szybciej? Zdjąłem nogę z gazu, nie ruszałem hamulca by nie było widać swiateł stopu. Radar działa najwyżej na 150 – 200 metrów. Gdy światła doszły na tę odległość prędkość zmniejszyła sie do ok. 110 km/godz. Wyprzedzający mnie samochód to policyjny radiowóz. Miałem szczęście. Jego tylne światła zniknęły szybko w oddali. Jeszcze przez 10 -15 minut utrzymywałem szybkość 110 km/godz. Całe szczęście. W cieniu jednego z wiaduktów zauważyłem stojący bez świateł radiowóz. Czekał tam na mnie. Wiedział że szybko jechałem ale nie miał dowodu na radarze. Myślał, że mnie złapie tym razem. Po paru kilometrach wróciłem do szybkiej jazdy i już bez przygód dotarłem do domu. Przespałem się trochę i o 13:30 byłem już w firmie, pakując sie na następny wyjazd, tym razem na długo oczekiwany Zachód.

Cdn.

Marek Mańkowski

 

Marek Mańkowski

 Gazety: Goniec , Nowy dziennik (Nowy York)
©Marek Mańkowski