Wprowadzenie
Biografia
Najnowsze Artykuły
Albumy
Archiwum
Polecam
Kontakt
 

W CALGARY ZAMARZŁ ALKOCHOL

Tego jeszcze nie widziałem!!! Wożę sobie w samochodzie (wbrew prawu) butelkę francuskiego brandy. W brew prawu, bo odpieczętowaną i czasem, gdy pojadę sobie na Nosowe Wzgórza to pozwolę sobie łyczek czy dwa, bo widok wtedy się wyostrza i pięknieje i Świat piękniejszy się staje. No i dzisiaj (poniedziałek) siegam pod siedzenie wyjmuję znaną kwadratową butelczynę, a tu cos w niej grzechocze. TO LÓD!!!!. Zamarzł 40% alkohol. To prawda że samochód stał 9 godzin na dworze, ale żeby marne  -45 C  zamroziło porządny alkohol? Coś ci Francuzi musieli jak zwykle pochrzanić.

 A w Calgary zimno..brrrrrrr. Zima niemal jak w Polsce zaskoczyła nas   znienacka i okrutnie. Niby wszyscy wiedzieli ,że idzie niby chcieli dobrze a wyszło jak zawsze..

Już w niedziele spadł śnieg. Dużo śniegu. Calgary przykryła piękna biała pierzynka, było czysto i jasno i tak przez kilka dni z tym że coraz mniej czysto.

W piątek milutkie płatki śniegu spadały  niemal od rana , powiewał wiatr od Gór Skalistych  delikatnie muskał twarze przechodniów. Kilka godzin później nastąpiło pandemonium, płatki śniegu nie były już miłe a wiatr nie wiał i nic nie muskał tylko jak skrajny przypadek schizofreni  szalał i huczał. Autostrady zablokowane, kraksy i ogromne trudności z przemieszczaniem się. Autobusy nie jeżdżą, kolejka spóźniająca się skandalicznie. A przecież wszyscy wiedzieli ,że zima idzie Wszyscy!!!!!!!!!!!! Nawet Calgaryjskie  MPO .

A to tylko preludium. W sobotę władze nad miastem objął mróz.  Dokuczliwy  i przenikliwy. Tak sobie myślę, że nikogo nie będzie na ulicy .  Ale byli , może nie tłumy ale wielu dzielnych ludzi wyszło z domu. Ubrani w jakieś przedziwne kompozycje anty zimowe, oczywiście kilku najdzielniejszych bez czapki. Ot niemal ułańska fantazja Nie jeździły autobusy ,a kolejka opóźniona bardzo. Może co kraj to obyczaj , ale ten dotyczący środków transportu na całym świecie jest taki sam . W przypadkach trudnych nie jeżdżą .  W Calgary w ciągu dnia jest – 29 stopni mrozu, w nocy poniżej -30 C

„Nic to” , może tradycyjnie poczekamy na cud i mróz pójdzie sobie a ja mam wielką nadzieję ,że tym razem cud się spełni bo jakby nie patrzeć wcześniej czy później przyjdzie maj .

W piątek, 12 grudnia jechałęm po żone do pracy. Normalnie zajmuje mi to ok. 10 minut. Ponieważ snieg zasypał wszystko wyjechałem godzinę wcześniej. Zdążyłem na ostatnią chwilę i to tylko dlatego, że znam różne dziwne skróty i przejazdy przez labirynty dzielnic przemysłowych no i dlatego że jeżdżę jeepem. Śnieg był prawdziwie kopny i lód pod spodem i wypadków masa. No i ta temperatura.

Na szczęście tym razem mieszkam w apartamencie i nie płacę dodatkowo za ogrzewanie, a do tego mam podziemny garaż, więc jeep tez ma ciepło. Tylko pod pracą się wystoi na mrozie biedak. Poza tym w mieszkaniu mamy też kominek. PRAWDZIWY, nie gazowy ani elektryczny. Ponieważ pracuję w stolarni więc mam drewno za darmo. I to jakie!!!. Teraz np. palimy mahoniem. Mahoniowy ogień. Grube obrzynki mahoniowych belek dają cudowne ciepło. Moja „step-dauther” Kinga leży sobie na podłodze przy kominku gdzie trzaska prawdziwy ogień, obok skóra z niedźwiedzia. Obrazek jak z Średniowiecza. W niedzielę pojechałem do polskiego kościoła po gazety. Myślałem, że nie będzie wiele ludzi na mszy. Myliłem się. Mimo trzaskającego 30 stopniowego mrozu (w wietrze ponad – 40) Parkingi były pełne i Kościół też. Najwyraźniej wiara silniejsza niż jakieś tam mroźno-lodowe przeszkody. A może to calgaryjczycy przyzwyczajeni do takich zmian pogodowych i zimy prawdziwej. Oczywiście ulice nie są tradycyjnie sypane solą, co i dobrze, bo przy tych temperaturach sól i tak nie topi lodu. Władze miasta jak zwykle czekają na Chinook, ale tym razem nie zapowiada się on prędko. Można się jednak przyzwyczaić do jazdy po lodzie i tylko czasem (no może częściej niż czasem) ktoś zapomina, że napęd na cztery koła nie zapewnia krótszej drogi hamowania. Moje okna wychodzą na boczną uliczkę, która wiedzie mocno pod górę i z ostrym zakrętem. Co jakiś czas słyczś wysilony jęk silnika. To niewprawny kierowca nie może podjechac pod oblodzone wzgórze. Pamiętajmy, że jak samochód nie chce jechać to dodawanie gazu tylko pogarsza sytuację, tworząc lód pod kołami. Trzeba dodawać gazu delikatnie, najlepiej włączyć pierwszy bieg w automatycznej skrzyni biegów. I jadąc pod górkę na oblodzonej nawierzchni, NIE ZATRZYMYWAĆ SIĘ, nawet na „stopie”, bo już tam zostaniemy. W tę niedzielę jedziemy na północ na rancho Romana. Obiecałem że mu pomogę nauczyć Sammiego ciągnąć sanie,

Sammy to koń, który owszem chodzi dobrze pod Kingą, ale jeszcze nigdy nic nie ciągnął i trzeba go do tego przyzwyczaić, bo na Święta będą goście, a wśród nich mała Ella i kulig jest konieczny, nie mówiąc już o nadchodzącym Sylwestrze. No właśnie, Święta, to dlatego w weekend ruch był większy niż w dzień powszedni w godzinach szczytu. Na szczęście poza drogą do kościoła nie odczułem tego, bo mój przyjaciel Adam postanowił przed Świętami wymienić kuchnię. A kto miał tę kuchnie wybudować? No ja. Więc buduję, bo stara już rozebrana i jak nowej nie będzie to i Wigilii nie będzie, a jak może nie być Wigilii w polskiej rodzinie? No jak? Tym bardziej, że żona Adama to moja kuzynka Basia z domu Mańkowska i my też tam będziemy na Wigilii bo w Wigilię rodzina to rzecz święta i miejsce do celebracji NARODZIN NAJWAŻNIEJSZYCH musi być. Nie jeżdżę na zwariowane świąteczne zakupy. Choinkę kupuje kilka dni przed Wigilią lub w Wigilię. Ubieram ją zawsze w Wigilię a nie miesiąc przedtem jak niektórzy. Sylwester zapowiada się na kuligu z pochodniami a nie na Sali balowej. Mróz minie. Wiosna niedaleko. Szklanka w połowie PEŁNA.


Marek Mańkowski

 
 
   

Marek Mańkowski

 Gazety: Goniec , Nowy dziennik (Nowy York)
©Marek Mańkowski