Wprowadzenie
Biografia
Najnowsze Artykuły
Albumy
Archiwum
Polecam
Kontakt
 

SYLWESTER 2008/2009

 

   „To był Rok, dobry Rok, z żalem więc żegnam go…”

 

Jak wygląda typowy Sylwester? Zabawa na dużej Sali, często nazywana balem. Panie w wyszukanych kreacjach, panowie w krawatach lub po muchą lub i to i to… Zabawa w prywatnych domach lub publiczna (zabawa, nie domy), na ulicy, pod ratuszem. Czasem na tzw. Białej Sali, czyli po prostu w domu w łóżku. Czy można jeszcze coś wymyślić? Można.

Można mimo 30sto stopniowego mrozu i zamieci śnieżnej pojechać 150 km do lasu, nad rzekę, na Rancho.

Udało mi się namówić moje dziewczyny na wyjazd już o 14:15 i całe szczęście, bo na wielu odcinkach wiatr nawiewał takie tumany śniegu, że tylko po słupkach można się było zorientować gdzie jest szosa. Po ciemku skończylibyśmy pewnie wśród gromady krów na prerii. Tak, tak, tutaj nawet w takiej pogodzie nie spędza się bydła do obór. Zbijają się one ciasne stado i grzeją nawzajem.

W krótkich przebłyskach wśród śnieżnej zawiej widać też czasem stadka łani, a raz nawet łosia. Widać że zwierzyna podchodzi bliżej domostw, gdzie może liczyć na paszę rozrzucaną dla bydła. Za nimi idzie inna, wilk i puma.

Puma pokazała się na ranczo Romana. Co prawda psy ją przegoniły ale to nie jest zwierzę które łatwo rezygnuje.

Sylwestrowe harce rozpoczęliśmy już wczesnym wieczorem. Harcownicy z nas prawdziwi ,więc i tematy poruszaliśmy niezwykłe. Przede wszystkim wspomnienia. Ogień płonął na kominku i trzaskał, nalewka Romana nie ma sobie równych i tak naprawdę wcale się nikomu nie chciało wychodzić na mroźne powietrze. No ale nie można rezygnować z powodu kilku stopni mrozu, więc ubraliśmy się z Romanem w ciepłe ciuchy, przy dużej dezaprobacie naszych pań i ruszyliśmy nad rzekę szykować ognisko.

Mieliśmy siekierę i karabin (puma w okolicy) i oczywiście zapomnieliśmy latarkę. Wydobyte spod śniegu gałęzie ułożyliśmy w stos, na to grubsze belki, wszystko w światłach czterokołowego „Kawasaki”. Ogień zapłonął. Nie bez wydatnej pomocy ropy, chwyciły grube belki i już pół metra od ognia zrobiło się ciepło. Oczywiście bez rozgrzewki od środka też się nie obeszło. Wreszcie nadszedł czas by zawołać dziewczyny. Resztę „rozgrzewki” zostawiliśmy na piknikowym stole, co okazało się błędem. Stół stał półtora metra od ognia i to wystarczyło by po raz drugi w tym roku zamarzł mi alkohol.

Za to po raz pierwszy w życiu zamiast nalać drinka to go Romanowi i sobie nasypałem. Na szczęście szampan był w domu i dopiero krótko przed północą włożyliśmy go w śnieg przy ogniu. Trzask ognia odbijał się echem w lesie i wydawało się ze ktoś lub coś tam łazi. Rzeka zamarzła do dna, dziewczyny uciekły do domu, pochodnie się skończyły, ale za to gwiazdy świeciły jak rzadko. Wysypaliśmy resztę z butelki do szklanek, podgrzaliśmy trochę na ogniu by można to było wypić a nie jeść i też ruszyliśmy do przytulnego widocznego w dali , oświetlonego ciepłym światłem domu, gdzie w cieple i przy kominku spędziliśmy czas do trzeciej na ranem snując opowieści Polaków. Nasze panie miały oczywiście swoją własną opinie:

 

„…Nie wiem, kto to wymyślił i jaki miał w tym cel, że Sylwestra powitamy na ranczo. Ranczo ok, ale nie nad rzeką przy mrozie, który sam sobie zjada wąsy z zimna. Niech będzie większość przegłosowała. Jedziemy na ranczo. Przebrzydły mróz razem z nami. Kilka chwil wytchnienia i ciepełka zakończyły się baaaardzo szybko. Idziemy nad rzekę gdzie wcześniej rada plemienna  (czyli nasi mężowie) rozpalili ognisko. Niestety, aby się ogrzać chyba będzie trzeba w to ognisko wejść. Rzeka nie szemrze, bo zamarzła, tylko las wokoło szumi jak głupi. Wiadomo, że w lesie czai się wróg. Może to być kojot albo jakiś inny drapieżnik, niby niedźwiedzie śpią, ale kto ich tam wie. Dla Polaka takiego jak ja jest jeden niedźwiedź i mieszka w ZOO. A może jak w powieściach S. Kinga jakiś demon obserwuję nas zza drzew. „Nic to” jak mawiał Mały Rycerz. Żegnamy Stary Rok i witamy Nowy średnio radosnymi wystrzałami z czegoś, co wygląda jak dubeltówka. Z zaspy większej niż Pałac Kultury zostaje wydobyty szampan i panowie częstują nas umiarkowanie, chwile wcześniej zamarzł im alkohol w postaci wódki  i teraz szkoda im dzielić się szampanem, który nie wywołuje żadnych efektów. Krótko mówiąc szampańska zabawa.

Gdzieś tam kobiety w pięknych kreacjach tańczą walca a my…w strojach kojarzących się z jednym Z TELETUBISIAMI tupiemy radośnie w rytm oddechu. A zresztą wszędzie dobrze gdzie nas nie ma.

   

Zamarznięta impreza sylwestrowa kończy się po  30 minutach. Jeszcze zdjęcia z pochodniami i wracamy, wsiadając do „Kawasaki „(to taki nasz melex tylko na benzynę ). To była wielka chwila dla małego autka: nigdy do nocy sylwestrowej nie osiągnął takiej prędkości i pewnie nie osiągnie.

W domku zaczynamy świętować. A ja rozmyślam gdzie spędze następnego Sylwestra…mam nadzieje że na Rancho.

SZCZĘSLIWEGO NOWEGO ROKU.

Oby ten 2009 był szczęśliwy dla wszystkich.

 Ostatnie wiadomości z Polski mówiły o 29 stopniowym mrozie w Polsce pod Olsztynem, a do Calgary przyszedł Chinook i przez jeden dzień było tylko -1. Potem powrót do dwucyfrowych minusów, ale co tam, wiosna już blisko…chyba…

Marek Mańkowski

 "GONIEC" 9-15 styczeń 2009

 

 
 
   

Marek Mańkowski

 Gazety: Goniec , Nowy dziennik (Nowy York)
©Marek Mańkowski