Wprowadzenie
Biografia
Najnowsze Artykuły
Albumy
Archiwum
Polecam
Kontakt
 

Światło na Rzece w Calgary

 

 

 

Przez siedem dni, od 14 do 21 sierpnia Bow River przepływająca przez miasto stała się widownią niezwykłego pokazu. Wyobraźcie sobie wielkie prawie metrowej średnicy kule unoszące nie na powierzchni wody, ledwo jej dotykając i opalizujące różnymi kolorami. Grupa artystów nazywająca się „Creatmosphere Studio” wykorzystała najnowsze technologie świetlne i wielkie przezroczyste balony, które wydzielały światło w kolorach symbolizujących źródło pochodzenia wody w naszej rzece, czyli wodę z deszczu, wodę gruntową, wodę z lodowca i z roztopionego śniegu. To były tzw. Daylight  Spheres. Kolejne kule tzw. Data Spheres zostały umieszczone na wodzie w pobliżu Prince’s Island. Te kule zbierały dane z rzeki o jakości wody, jej przepływu, rodzaju, i substancji w niej się znajdujących.

Kanada jest jednym z najczyściejszych krajów na świecie a jednak ciągle jest celem ataków różnych grup ochrony środowiska. Grupy te upodobały sobie Kanadę z bardzo prostego względu. Atakowanie naszego kraju niczym im nie grozi a dostają za to masę rozgłosu. Prawda nie ma dla nich specjalnego znaczenia, ale rozgłos to sława i przede wszystkim pieniądze z dotacji (tak, DOTACJI a nie „donacji” jak niektórzy, a właściwie ostatnio  większość pisze). Alberta posadzona jest na gazie i ropie. Człowiek nie ma z tym nic wspólnego. Te złoża powstały tu naturalnie. „Problem” jest, że są one stosunkowo płytko. Do tego stopnia, że czasem wychodzą na powierzchnię. To oczywiście powoduje zły zapach i wygląda brudno. To, że zrobiła to sama natura, nie ma dla tych „zielonistów” żadnego znaczenia. Ostatnio wzrosła bardzo agresywna kampania reklamowa „zielonych” Umieszczają powydziwiane ogłoszenia i „bilbordy” aby turyści bojkotowali Albertę ze względu na zanieczyszczenia jakie ta prowincja powoduje w naturze. Chodzi im przede wszystkim o dwutlenek węgla jaki wydzielany jest przy produkcji pary używanej do wydobycia ropy ze złóż piaskowych w okolicach Fort McMurray. Główny przywódca tych „zielonych” został zaproszony przez rząd Alberty, aby obejrzał to na własne oczy. Odmówił.

Może dlatego że na miejscu zobaczyłby zielone lasy, czystą rzekę Atabasca, a jedyne ślady wydobycia to dwie rury w ziemi wśród lasów i teren zajęty przez przemysłowe zbiorniki i urządzenia nie większe niż niewielkiej fabryczki. Kiedyś było inaczej i piaski roponośne wydobywano metodą odkrywkową, ale te czasy dawno minęły.

Powietrze w Calgary jest tak przezroczyste, że nie da się wytrzymać słońca bez okularów słonecznych. Jednak ostatni tydzień wyglądało ono jak w Toronto w czasie ostrzeżenia o smogu. Dlaczego? Wiatry przygnały dymy z pożarów lasów w British Columbia z odległości ponad 1000 km. Dymy tak gęste, że nie widać było downtown z odległości kilometra. Ilości dwutlenku węgla jaki został wydzielony w czasie tych pożarów wydobycie roby w Albercie nie potrafi wytworzyć przez 10 lat ciągłej eksploatacji złóż. A przecież te pożary lasów są też częścią naturalnego cyklu przyrody… Czemu więc te grupy „Zielonych” tak atakują Albertę? Jak nie wiadomo, o co chodzi to chodzi o pieniądze. Złoża Alberty są drugie (po Arabii Saudyjskiej) na świecie pod względem zasobów. Zarówno Arabia Saudyjska jak i Wenezuela z przyjemnością zapłacą wszelkie koszty reklamy i dużo więcej by pozbyć się lub przynajmniej trochę spowolnić największego konkurenta. Dla „zielonych” jest są to płynące szeroką rzeką pieniądze, sława i bezpieczny protest. Księżycowy krajobraz pól naftowych na Bliskim Wschodzie bardziej potrzebuje ochrony i protestu, ale kto by im wtedy zapłacił, a do tego było by to niebezpieczne. Protestować w czystej i spokojnej Kanadzie jest łatwiej, spokojniej, bogaciej i bezpieczniej. W takich Chinach, krajach afrykańskich, Rosji czy nawet w Europie gdzie zanieczyszczenia środowiska są bez porównania większe i kontynuowane, można by dostać kopniaka, pójść do więzienia lub nawet stracić życie. Uprzejmi Kanadyjczycy co najwyżej wzruszą ramionami…

 W sobotę nastąpiła kulminacja projektu kul świetlnych na rzece. O dziewiątej wieczorem wypuszczonych na wodę w parku Edworthy kul było ponad 500 sztuk. Miały one płynąć z prądem kilka kilometrów i zbierać dane o wodzie Bow River sygnalizując zawartość składników kolorem. Na brzegach zebrali się ludzie by podziwiać widowisko. Ja też udałem się nad rzekę. Zdjęcia w zamieszczone w Gońcu nie pokarzą niestety kolorów tego wieczornego spektaklu artystyczno-naukowego, a szkoda. Płynące, świecące różnymi kolorami kule eskortowali studenci w małych sportowych łódkach i canoe, pilnując by nie osiadały na brzegach. Wglądało to jak by kowboje zaganiali bydło na pastwisku, co w Albercie akurat nikogo nie dziwi.

No właśnie, kupując niedawno cielęcinę w jednym z polskich sklepów usłyszałem, że to najlepsza cielęcina bo sprowadzona z Montrealu. Aż mnie zatkało. Wołowina w Albercie (w tym i cielęcina) jest uważana za najlepszą na świecie. Głównie dlatego, że bydło jest tu chowane w naturalnych warunkach i cały rok na pastwiskach, nie tak jak w Europie stłoczone w oborach i tuczone. Na zwróconą uwagę sprzedawca powiedział mi, że może to, co mówię o hodowli bydła w Albercie to ma miejsce tylko na prywatnych farmach. Ale mnie zadziwił. Przecież tutaj są tylko prywatne farmy. Czy ten pan przyjechał dopiero z Polski? Czy może z księżyca? Tak mnie zaskoczył, że kupiłem tę cielęcinę i nie byłem nią wcale później zachwycony. Następnym razem upewnię się, że jest to mięso z Alberty. W końcu mieszkam tutaj.

Na zakończenie trochę bulwersujący fakt. Idąc z nad rzeki do samochodu zobaczyłem rodzinę z dziećmi wsiadającą do mini-vana. Ojciec rodziny usiłował wcisnąć ukradzioną z rzeki wielką kulę, ciągle jeszcze świecącą pięknym niebieskim blaskiem do samochodu, co mu się w końcu udało. Po co mu to było? Nie mam pojęcia. Dorosły facet z własnymi dziećmi dający taki przykład swoim pociechom? Eh, ludzie, ludzie…

Marek Mańkowski

 

Marek Mańkowski

 Gazety: Goniec , Nowy dziennik (Nowy York)
©Marek Mańkowski