Wprowadzenie
Biografia
Najnowsze Artykuły
Albumy
Archiwum
Polecam
Kontakt
 

POLSKIE WYBORY W CALGARY

W zeszłą sobotę w Calgary, jak i w całej Ameryce Północnej odbyły się wybory do polskiego Sejmu i Senatu. Miałem rzadką okazję przekonać się jak odbywa się organizacja i przeprowadzenie takich wyborów „od kuchni”, znajdując się w składzie komisji wyborczej powołanej przez Konsula Generalnego RP z Vancouver pana Macieja Krycha. Pierwsze spotkanie siedmioosobowej Komisji nastąpiło tydzień wcześniej, drugie w czwartek przed wyborami, z Konsulem Generalnym, który przywiózł z Vancouver oficjalne nominacje dla członków Komisji, pieczęć, listy wyborcze i listę uprawnionych do głosowania, na której było trochę ponad 250 nazwisk. Członkowie Komisji Wyborczej w Calgary to:

Tadeusz Rysz –          przewodniczący

Halina Marash -        wiceprzewodnicząca

Marek Mańkowski -  sekretarz

Adam Gorzkowski -  członek

Zbigniew Potocki -    członek

Wiesława Potocka -   członek

Tadeusz Olkowski -   członek

W sobotę 20 października mieliśmy się spotkać o piątej rano i tak się stało. Czemu o piątej? Bo o szóstej miał być otwarty lokal wyborczy w Domu Polskim w siedzibie Konsula Honorowego w Calgary, a przedtem trzeba było komisyjnie otworzyć i ostemplować karty do głosowania, policzyć je, przygotować i ostemplować urnę na głosy, a wszystko to pod czujnym okiem Męża Zaufania z ramienia partii PiS, pana Jana Kułacha.

Pan Jan Kułach swoje obowiązki potraktował bardzo poważnie, do tego stopnia, że nie dał się nawet poczęstować kawą ani ciastem przyrządzonym przez panią Potocka z obawy by mu nie zaszkodziło na żołądek, co mogłoby kolidować z ciągłą obserwacją prawidłowości poczynań członków komisji. Dopiero pod koniec pracowitego dnia uwierzył, że komisja nie ma niecnych zamiarów i kawę jednak wypił. Równo o szóstej rano 20 października 2007 roku Lokal Wyborczy nr 83 w Calgary rozpoczął działalność. Czemu o szóstej? Nikt nie wie. Niektórzy spekulowali, że to pozostałość z czasów dawnych, kiedy to przodowniczki pracy szły doić przodowniczki krowy o piątej i o szóstej mogły już spełniać swój przodowniczy obowiązek obywatelski głosowania na tę jedyną i słuszną. Tak więc siedzieliśmy sobie, sprawni i gotowi ale w Albercie, mimo że krów więcej niż ludzi bo ponad 3 miliony to prawie nie ma krów mlecznych, a więc i przodowniczek brak i w związku z tym chętnych do głosowania o szóstej. Do tego tym razem nie było tej jedynej słusznej, a przynajmniej Komisja nie dała najmniejszego znaku, że jest, nad czym czuwał też Mąż Zaufania. Czas płynął i chyba tak ok. siódmej przyszli pierwsi głosujący, a potem już do końca, czyli do godziny ósmej wieczorem przychodzili  i od czasu do czasu tworzyła się nawet kolejka. Tłumacząc zasady głosowania, zauważyłem jedną rzecz, niezbyt pochlebną dla rodzaju męskiego, mianowicie kobiety znacznie szybciej „łapały” zasady głosowania niż mężczyźni. Nie wiem dlaczego, ja przecież mężczyzna wiec nie przyznam, że są mądrzejsze, no bo jak? Czas płynął, kart ubywało, od czasu do czasu zdarzało się, że ktoś nie był na liście a twierdził, że zgłaszał. Wtedy wykonywano tel. Do Konsula Generalnego w Vancouver, który wydawał decyzję.

Trzeba przyznać ze zawsze był „pod telefonem” i zawsze miał odpowiedź. Wybory przebiegły bez zakłóceń, przychodziły rodziny z trzema pokoleniami, przychodziła młodzież, przychodzili pojedynczy ludzie. Interwencja sprowadzała się do przypominania, że za kotarą może znajdować się tylko jedna osoba, gdy syn czy córka chcieli pomóc starowince matce, albo mąż i żona nie chcieli się rozstać nawet na tę krótką chwilę. O ósmej wieczorem zamknęliśmy lokal. Mąż Zaufania zażądał oddania wszystkich długopisów i korzystania tylko z ołówków, by nie było możliwości poprawiania kart wyborczych. Najpierw się we mnie zagotowało, że ktoś mnie posądza o chęci przebrzydłe i wyraziłem swoją opinię na ten temat, ale potem przyznałem mu racje. W ten sposób nikt nie mógł mieć wątpliwości. Policzyliśmy najpierw karty, które pozostały niewykorzystane, potem ilość tych, którzy głosowali. A potem przyszedł wielki moment otwarcia urny.

Mąż Zaufania bardzo w tym momencie patrzył nam na ręce, a potem podział kart na te do Senatu i te do Sejmu i liczenie. I ulga wielka, gdy suma wszystkich zgadzała się, co do joty, a przecież nie musiało tak być, bo ktoś mógł przecież mimo pilnowania, kartę schować i wynieść, albo mogły być wydane pomyłkowo albo jeszcze coś... No i potem liczenie. Trzeba przyznać, że instrukcja Państwowej Komisji Wyborczej miała głęboki sens, co mnie trochę zaskoczyło, bo moje zdanie o urzędnikach państwowych jest dość ustalone i to bez względu na kraj. W każdym bądź razie nasze liczenie trwało i trwało, ale przyniosło efekty i wszystko się zgodziło. Że zrobiliśmy dobrą robotę świadczył chyba fakt, że Mąż Zaufania, który tak na początku nam nie ufał, wpisał nam do protokołu pochwałę i coś to znaczyło, bo nie był to łatwy Mąż Zaufania, o nie... Okazało się też, że nie tylko pierwsi przesłaliśmy kompletny raport do Konsulatu w Vancouver, ale również bez żadnego błędu. Nasz calgaryjski Konsul Honorowy, pan Potocki i jego żona zadbali aby komisja miała co pić i jeść, łącznie z obiadem, a po zapakowaniu, zapieczętowaniu i przygotowaniu do wysłania wyników głosowania i wywieszeniu ich do wglądu po zatwierdzeniu przez Konsulat Generalny, znalazła się nawet lampka koniaku dla każdego. Była godzina trzecia nad ranem...

Jeśli chodzi o wyniki głosowania to w Calgary PiS znokautował wszystkich:

w wyborach brało udział 252 osoby. 1 głos był nieważny.

Do Sejmu:

Na PiS glosowało 149 osób, z czego na J. Kaczyńskiego 139.

Na PO 77 osób, z czego na D. Tuska 74

Na Lewicę (SLD+SDPL+PD+UP) 15 osób

Na KW LPR 6 osób

Na PSL 3 osoby

Na PPP 1 osoba

Samoobrona nie dostała nic i Partia Kobiet tez nic.

Do Senatu:

B. Borys-Damięcka – PO – 87

B. Dominiak – Lewica – 22

A. Grzędziak – PiS – 134

M. Kaczmarska – Lewica – 14

A. Krajewski – PiS – 145

K. Krzekotowska – bezpartyjna – 8

A. Kuncewicz – Lewica – 13

K. Piesiewicz – PO – 73

W. Rakiel-Czarnecka – PSL – 20

M. Rocki – PO – 66

Z. Romaszewski – PiS – 149

R. Smoktunowicz – Lewica – 21

Razem na kandydatów do senatu oddano 752 głosy (można było wybierać do 4 kandydatów na osobę)

Brawo Calgary. Szkoda, że w Polsce tak nie poszło jak tutaj.

Marek Mańkowski

 

"Goniec" 26 pazdziernik 2007

 

 

 

 
   

Marek Mańkowski

 Gazety: Goniec , Nowy dziennik (Nowy York)
©Marek Mańkowski