Wprowadzenie
Biografia
Najnowsze Artykuły
Albumy
Archiwum
Polecam
Kontakt
 

NO TO CO ŻE ZIMNO

NO TO CO ŻE ZIMNO

Kiedy temperatura spada do – 30 C na dzień lub dwa można po prostu zaszyć się w domu i przeczekać. Jednak, kiedy temperatura taka trzyma przez dwa tygodnie i nie widać końca to, chociaż trudno w to uwierzyć, można się przyzwyczaić. Dowodem na to nieustający ruch pieszy w centrum Calgary. 8 Avenue to pieszy deptak w dużej swojej części, ze sklepami, restauracjami i kilkoma teatrami. To wszystko tętni życiem, chociaż wydawałoby się, że miasto powinno zamarznąć na kamień. Co jeszcze dziwniejsze, na ulicach, na otwartym powietrzu, ludzie wcale nie przemykają się chyłkiem i sporadycznie, ale jest to prawie tłum zdążający w różne miejsca w piątkowy wieczór przed świętami. Skąd o tym wiem? Bo też byłem tam w tym tłumie ludzi zdążając z moimi dziewczynami na coroczny tradycyjny już koncert calgaryjskiej orkiestry symfonicznej i chóru Kantorei. Podziemny parking pod teatrem był pełny i samochód musiałem zaparkować kilka przecznic dalej. Spodnie od garnituru i elegancka skórzana kurtka nie są najlepszą ochroną od zimna, jak również szykowny płaszczyk jednej z pań, ale wcale tak bardzo się tego mrozu nie odczuwało i dziesięciominutowy marsz z jednym oczekiwaniem na światłach nie przyniósł żadnych widocznych skutków, jak odmrożenia, czy chociażby gęsia skórka. Mało tego widziałem ludzi nawet lżej ubranych i z gołymi głowami. Przypominam, że było – 30C. Oczywiście przyjemnie było się znaleźć w rezultacie w ciepłym wnętrzu Filharmonii. To nie był polonijny koncert a mimo to spotkałem w środku wielu Polaków. Koncert miał się za chwilę zacząć, ruszyliśmy więc zająć miejsca na galerii

 

  Już na schodach słychać było orkiestrę strojącą instrumenty.Odświętnie ubrana publiczność zbiera się w holu teatru. Mimo nieznośnego mrozu jest wielu gości. Kilka chwil oczekiwania.

…Wchodzi chór, na którego występ dziś przyszliśmy. Dostojni eleganccy panowie i piękne panie zaśpiewają za chwilę dla zgromadzonej publiczności Bożonarodzeniowy koncert. Jest już dyrygent i orkiestra pełna oczekiwania spogląda na batutę w jego ręku.

Gasną światła i zaczyna się koncert. Chór rozpoczął swój występ. Muzyka zawładnęła wszystkimi. Dźwięki przepływają miedzy rzędami, zasłuchana publiczność. Muzyka wszak łączy ludzi i nie ma znaczenia jakiej jesteśmy wiary, jakie poglądy polityczne czy sympatie preferujemy. Na tej sali istnieję tylko jedna relacja dla wszystkich: muzyka i publiczność. Chór śpiewa perfekcyjnie, niskie głosy basów współbrzmią z wysokimi sopranami, a dźwięki przenikają się tworząc jeden głos. Głos chóru.. To niezwykłe uczucie, gdy człowiek wpatrzony w jeden punkt przed sobą i skupiony na słuchaniu zaczyna w sposób fizyczny tą muzykę czuć i ma wrażenie bycia częścią tej wielkiej grupy ludzi zgromadzonej na sali. Częścią muzyki.

Pomiędzy występami chóru śpiewają dzieci małe i trochę starsze. Śpiewają niezwykle trudne utwory aczkolwiek z ogromnym wdziękiem przynależnym dzieciom. Mali profesjonaliści.  Myślę, że wiele pracy musieli włożyć w przygotowania do tego występu. Właśnie pieśń wykonana przez najmłodszych uczestników koncertu spowodowała moje wzruszenie. Przecież „nasza „ „Cicha noc” bez względu na to, w jakim języku wykonywana i w jakiej aranżacji –zachwyca i wzrusza.

Do głosu doszła orkiestra wykonując brawurowo utwór Straussa „Nad Pięknym Modrym Dunajem”. Sala brzmiała od oklasków jeszcze długo po zakończeniu utworu.  A potem znowu śpiewał chór. 

Jeszcze dziś słyszę głosy basów śpiewających ‘bam”. I na koniec „Alleluja” duża część publiczności wstaje i na stojąco wysłuchuje całego utworu Bóg się rodzi Alleluja. Długo nie milkną brawa. Publiczność dziękuje za piękny wieczór. Zapalają się światła, muzyka zamilkła i magia przestała działać…a może nie przestała?...

 

W reprezentacyjnym chórze miasta Calgary KANTOREI śpiewa, jako jeden z basów Polak Tadeusz Rysz. Wspomniałem o nim poprzednio, teraz chciałbym przybliżyć trochę jego sylwetkę i drogę, jaką przeszedłby znaleźć się w tak prestiżowym zespole. Tadeusz nie był zawodowym śpiewakiem, nie kończył konserwatorium muzycznego w Polsce. Muzyka poważna była zawsze jego pasją, ale nie myślał nigdy, że kiedyś będzie ją sam wykonywał. Do Kanady przyjechał z Lublina, pracuje w systemach komputerowych, prowadzi własną firmę, komputerową właśnie. Nie znam się na tym specjalnie, ale wiem, że jest tzw. „providerem”, czyli zapewnia pełny serwis komputerowy zarówno firmom jak i odbiorcom indywidualnym. Nazywa się to chyba Internet Service Provider (ISP). Z chórem spotkał się przypadkowo, jego żona Ela (nota bene prowadząca informacyjną stronę internetową z Calgary: www.ploty.com ) śpiewała w chórze kościelnym polskiej parafii. Brakowało w tym chórze basów, Tadek zaczął i okazało się, że ma prawdziwy talent. W chórze tym śpiewał cztery lata, ucząc się i doskonaląc swój dar. Pewnego ciepłego dnia roku 2008, jadąc samochodem do klienta, zauważył przypadkiem ogłoszenie o naborze kandydatów do chóru KANTOREI, o którym wiedział, że jest profesjonalnym reprezentacyjnym zespołem. Udał się tam kierując impulsem. Nie wierzył, że może się zakwalifikować. Przyjął go Dyrygent David Ferguson. Przesłuchanie trwało ok. godziny i Tadeusz ku swojemu zdumieniu usłyszał, że jest przyjęty. Minęły miesiące. W krótkim stosunkowo czasie Tadeusz stał się profesjonalistą i jednym z filarów basu w zespole. Brzmi to jak bajka, ale zdarzyło się naprawdę.

W życiu codziennym Tadeusz jest skromnym człowiekiem, dobrym kolegą, skorym do pomagania potrzebującym bez oglądania się na korzyści. Jego drugą pasją jest wędkarstwo, w którym też odnosi niemałe sukcesy, ale to już temat dla redakcyjnego kolegi Krzysztofa Jaśkielewicza. Jeśli będziecie mieli okazję wybrać się na koncert chóru MOUNT ROYAL KANTOREI, który często występuje z CALGARY YOUTH ORCHESTRA, patrzcie uważnie na ostatni, najwyższy rząd w chórze. Prawie pośrodku zawsze będzie tam Tadeusz Rysz w eleganckim garniturze realizujący swoją pasję życia i dający wspólnie z całym zespołem niezapomniane przeżycia dla publiczności. Nigdy nie rezygnujmy z marzeń. One się czasem realizują.

 

Marek Mańkowski

 "GONIEC" 2-8 styczeń 2009

 

 

 
 
   

Marek Mańkowski

 Gazety: Goniec , Nowy dziennik (Nowy York)
©Marek Mańkowski