Wprowadzenie
Biografia
Najnowsze Artykuły
Albumy
Archiwum
Polecam
Kontakt
 

Zaplątane w cywilizację

To było dawno temu, w Polsce. Warmia to piękna kraina. Miejsce gdzie mieszkaliśmy położone było w starym lesie, otoczone czterema jeziorami. 110 hektarów pola otaczającego nasz dom ukryte było wśród lasów. Do wąskiej dziurawej szosy było 1.5 km, do najbliższego sąsiada 5 km. Do szkoły w Łukcie gdzie chodziły nasze dzieci, 8 km. Taki sobie całkiem duży raj na wzgórzach. Te 110 hektarów otoczone było dookoła ponad dwumetrowym płotem z drutu, jeszcze z czasów Łańska. Jedyna brama znajdowała się 700 m od domu, (gdy dzieci były niegrzeczne to kazaliśmy im iść zamknąć bramę...). Pamiętam, gdy pewnego dnia latem stryj Marian przywiózł swoich dwóch synów na wakacje. Jadąc z nim do Olsztyna, polną drogę, jeszcze na terenie posiadłości przecięło nam w pełnym biegu pięć pięknych jeleni. Nie biegły do bramy, wszystkie pięć pięknym skokiem przeskoczyły nad płotem. To było jak na filmie. Marian był zaszokowany. Powiedział, że nikt mu nie uwierzy, gdy opowie o tym w pracy w Warszawie. Miał rację. Życie tam to było jak ciągłe wakacje. Niekończące się wyprawy i ciągle coś nowego do odkrycia. Pewnego dnia sielanka została zakłócona w bardzo drastyczny sposób. W odległym kącie rozległych pól znalazłem piękną łanie. Wisiała zaplątana w górne druty ogrodzenia. Nie żyła. Jej tylne nogi były ogryzione z mięsa aż do kręgosłupa. Na ziemi czarna zaschnięta krew. To robota dzików. Te okrutne zwierzęta jadły ją, gdy jeszcze żyła. Do dziś pamiętam ten obraz, chociaż minęło dobrze ponad 20 lat. To cywilizacja sprawiła tę tragedię. Druciany płot. Było to dawno, obraz się zatarł w pamięci aż wrócił pełną siłą spowodowany wydarzeniem sprzed kilku tygodni tutaj w Albercie...

 

Łoś to piękne zwierzę. Największe z rodziny jeleniowatych. Chyba wszyscy znają jego charakterystyczną sylwetkę. Potężny, z ogromnym często porożem zwanym łopatami, jest uosobieniem siły. Nie ma praktycznie wrogów. Może poza niedźwiedziem grizzly, no i oczywiście człowiekiem. Dorosły byk potrafi się obronić przed stadem wilków, jeśli były dostatecznie zdesperowane by go zaatakować. A jednocześnie najdelikatniejszy z kochanków w świecie zwierząt. Zawsze prowadzi wstępną grę miłosną z wybraną partnerką, nigdy nie forsuje jej i nie zmusza, jest z nią delikatny nie do uwierzenia, bo jednocześnie potrafi związać się w czasem śmiertelnej walce z rywalami. Jego wielki pysk jest tak brzydki, że aż wzbudza poczucie czułości i przekonanie o jego dobroci. Zwierzę łowne, co znaczy, że można na nie polować. Polowanie to natura człowieka. Nic w tym złego. Jesteśmy częścią ekosystemu. Człowiek polował od zawsze. Czasem było to bardzo okrutne, jak zaganianie bizonów przez Indian nad brzeg przepaści i spychanie ich w dół. Jasne że było to zaopatrzenie w żywność na zimę, ale ciągle okrutne. Z upływem wieków, człowiek wychodował rasy zwierząt rzeźnych i polowanie przestało być koniecznością. Pozostało jednak w naturze człowieka i co roku myśliwi ruszają na łowy. Jedni dla rozrywki, inni dla trofeum, jeszcze inni dla przeżycia przygody. Co roku ginie z ich rąk tysiące zwierząt, to prawda, ale jest to naturalne. Tak było zawsze. Na szczęście wykształciła się tak zwana etyka myśliwska i polowanie na zwierzęta wiąże się z pewnymi moralnymi zasadami. Oczywiście nie wszyscy je przestrzegają. Są wyjątki, o których przykro słuchać, ale takie wyjątki są w każdej dziedzinie. Policjanci, którzy powinni nas bronić, stają się czasem przestępcami, księża, którzy powinni nauczać dobroci i wiary, grzeszą. Świat nie jest idealny i nigdy nie będzie.

 

Ten łoś był młody. Sądząc po porożu, był to jego czwarty rok życia. Piękny, czarny, sierść lśniąca, co jest oznaką zdrowia i dobrego odżywiania. Piękny w swej brzydocie pyska. Mięśnie grały, gdy biegł przez otwartą przestrzeń w stronę rzeki. Na drodze stał mu płot z drewnianych żerdzi. Nie zatrzymał się nawet na moment. Jak by tego płotu tam nie było, a przecież powstrzymywał on konie. Przebiegł przez niego nie tracąc nic z gracji swego ruchu, jeszcze kilkadziesiąt metrów i zniknie w zbawczych zaroślach i lesie...

 Myśliwy podniósł broń do oka. 7 mm Magnum to wystarczający kaliber by położyć słonia. 150 metrów dla dobrego oka uzbrojonego w lunetę zamontowaną na sztucerze to odległość nie pozwalająca spudłować. Padł strzał. Wdawało się, że łoś lekko się zachwiał, ale na tę odległość trudno było być pewnym. Myśliwy był jednak przekonany o dobrym strzale. Kto wie, ten nigdy nie idzie od razu za postrzeloną zwierzyną. Zagrożona potrafi przejść kilometry, mimo, że śmiertelnie ranna. Nie niepokojona, położy się niedaleko...Po pół godzinie dwóch ich wyruszyło na poszukiwanie. Przeszukali najbardziej prawdopodobne ścieżki ucieczki zwierza. Nic... Jednego z nich ciągnęła rzeka, chociaż drugi uważał, że ranne zwierzę nie pójdzie przez wodę... Poszedł przez zarośla nad rzekę. Po drugiej stronie, niedaleko brzegu z wysokiej trawy, zerwał się łoś. Widać było tylko grzbiet i łopaty, ale pomyłka nie było możliwa. To łoś. Próba przejścia przez rzekę po zwalonym drzewie skończyła się fiaskiem, to nie byli młodzi ludzie.... Trzeba było skorzystać z wielkiego traktora. Jeden z nich przejechał przez rzekę, drugi pozostał nad brzegiem gdyby łoś chciał wrócić. Już raz tak przecież zrobił. Wrócił skąd przybiegł zraniony i poszedł przez wodę... Nad brzegiem kałuża jasnej świeżej krwi. Nieomylny znak ciężkiego postrzału. Po drugiej stronie rzeki padł strzał. Po chwili traktor wrócił i obaj przejechali na drugą stronę. Łoś leżał, ciepły jeszcze, ale już nie oddychał. Jeszcze jedna tragedia życia, które się kończy by nakarmić inne... Ale to nie koniec... Teraz dopiero okazało się ze to nie była zwykła historia z polowania. Pierwsze, co rzuciło się w oczy myśliwym to zwoje kolczastego drutu. Otaczały kark zwierzęcia, przechodząc pod piersią. Widać było ze znajdowały się tam już jakiś czas. Wytarta skóra, zdarta sierść, blizny. Ale to jeszcze nie pokazywało pełnej tragedii tego wspaniałego zwierza. Gdy normalną koleją rzeczy zdejmowano skórę i oprawiano zabite zwierze, okazało się, co się naprawdę stało, i że śmierć, która spotkała młodego byka była jego wybawieniem... Ten łoś dużo wcześniej  musiał uciekać przed innymi myśliwymi, najwyraźniej zaplątał się w zwój kolczastego drutu, tak często pozostawionego przez farmerów do naprawy zerwanych płotów. Jeden z drutów musiał się dostać do pyska. Gdy padł strzał, kula uderzyła w zad (to nie etyczne strzelać w tył zwierzęcia, powoduje to tylko jego zranienie i cierpienie, ale rzadko zabija).

 Byk musiał się zerwać z bólu i strachu, kolczasty drut w pysku rozerwał i ...wyrwał język... Gdy myśliwi oprawiali zabite zwierzę, widać było ze rany już były prawie zagojone. W zadzie pod skórą był duży skrzep krwi, ale sama rana już obrośnięta warstwą ochronną, resztka języka prawie zagojona. I tylko to, że bez tego języka łoś nie mógł jeść. Tragedia wydarzyła się prawdopodobnie może tydzień wcześniej. Ktokolwiek zranił to zwierzę, nie poszedł za nim, nie odnalazł. Z raną od kuli w zadzie, ten łoś by przeżył, bez języka...nie. Jak bardzo musiało cierpieć to wspaniałe zwierzę zaplątane w produkt ludzkiej cywilizacji. Śmierć położyła kres jego cierpieniu, ale nie refleksji nad tym, co powoduje ludzka cywilizacja, z której często tak dumni jesteśmy...

Marek Mańkowski

 
 
   

Marek Mańkowski

 Gazety: Goniec , Nowy dziennik (Nowy York)
©Marek Mańkowski