Wprowadzenie
Biografia
Najnowsze Artykuły
Albumy
Archiwum
Polecam
Kontakt
 

Polscy Kombatanci w Calgary

 

Chyba mało kto z nowej emigracji wie o tym, że emigracja polskich żołnierzy do Kanady po zakończeniu II Wojny Światowej nie była wcale przyjemna. I to nie tylko dlatego, że ludzie Ci stęsknieni za Polską przez lata wojaczki na obcej ziemi, nie mogli wrócić do kraju okupowanego przez Sowietów. Po zamordowaniu przez aliantów  Gen. Sikorskiego i ukryciu tego w sfingowanej katastrofie samolotowej, alianci zachodni łatwo sprzedali Polskę Sowietom. Pozostało jednak w Anglii tysiące żołnierzy polskich, którzy nie mogli wrócić do kraju. Groziła im tam zsyłka, więzienie lub śmierć. Wielu z nich zostało w Anglii, wielu wyjechało do innych krajów zachodnich, w tym do Kanady. Kanada niechętnie ich przyjmowała. Ich przyjazd obwarowany był dwuletnim kontraktem obowiązkowej pracy na farmach, czy w kopalniach. Po przybyciu do Halifaxu, transportowano ich pociągami w zamkniętych zaplombowanych wagonach do miejsca przeznaczenia, eskortowani przez policję. Jeden z transportów został zatrzymany już na preriach przez tamtejszych osadników ukraińskich. Zmusili policję do otwarcia wagonów, nakarmili i napoili Polaków. Podobno policjanci dopiero wtedy dowiedzieli się, kogo eskortują. Krótki opis historii powstania SPK w Albercie znajduje się na stronie internetowej organizacji polonijnych, oto on:

 

„Stowarzyszenie Polskich Kombatantów w Kanadzie, Koło Nr 18 w Calgary

Kanada, Calgary

Stowarzyszenie Polskich Kombatantów w Kanadzie Koło Nr 18 w Calgary, powstało w Calgary 11 listopada 1947 roku i jest częścią organizacji Zarządu Głównego, Stowarzyszenia Polskich Kombatantów w Kanadzie Inc., która to organizacja należy do Światowej Federacji Polskich Kombatantów w Londynie U.K.

S.P.K. zostało założone we Włoszech w 1946 roku, kiedy Żołnierz Niepodległej Polski na obczyźnie, zapomniany przez swoich Aliantów i pozbawiony powrotu do wolnej i demokratycznej ojczyzny, za której niepodległość on w 1939 roku podjął walkę na wszystkich polach bitew II Wojny Światowej, w tej samotnej sytuacji, przygnębiony światowym zapomnieniem bezkarnego mordu swoich braci żołnierzy w Katyniu, oszołomiony podejrzaną śmiercią na Gibraltarze swego wodza Generała Władysława Sikorskiego, wykrwawiony walką o Monte Casino i kampanię Włoską, zdruzgotany zdradliwymi rozbiorami Polski na Yałcie i w Poczdamie, ten Żołnierz Polski, teraz na zawsze tułacz, stworzył organizację wspólnoty koleżeńskiej dla Samopomocy Osobistej i dla zachowania swojej polskości, dla zachowania prawdziwej historii i kultury i obyczajów Polski, przed spaczeniem przez rosyjską propagandową nawałą komunistyczną.

Kombatanci przyjechali do Kanady 11 listopada 1946 roku, po warunkiem przymusowych dwuletnich kontraktów na okolicznych farmach, czy kopalniach. Po wzięciu odcisków palców i wydaniu Travel Dokument, załadowano ich na wagony i przywieziono część ich do Alberty. W wielu wypadkach polscy Kombatanci zastępowali na pracach Niemców, jeńców wojennych, którzy powrócili do domu. Rząd Kanadyjski bez przerwy groził Kombatantom aresztem i deportacją do Polski.

Koło SPK sprowadziło do Calgary polskiego księdza i zakupiło kościół. Założono też Szkołę Polską, klub tańca, teatr amatorski i klub piłki nożnej "Białe Orły". Zaczęto urządzać obchody i zabawy na Dzień Niepodległości (nieznany ówczesnej polonii w Calgary) i Dzień Żołnierza.”

 

W zeszłym tygodniu odbyła się w Calgary uroczystość opuszczenia Domu Kombatanta na ulicy Kensington i przeniesienia się do Domu Polskiego. Dom Kombatanta został sprzedany  za dwa miliony dolarów. Za część tych pieniędzy kombatanci stali się współwłaścicielami Domu Polskiego. Ich założeniem jest by Dom Polski stał się siedzibą wszystkich organizacji polonijnych w Calgary.  Chcą spłacić 300 tys. dług do miasta i rozbudować tę polonijną siedzibę by była bardziej funkcjonalna. To tak jak by zaczęli nowe życie. Wielu z nich to bardzo starzy już ludzie, ale duch w nich ciągle młody. Pomagają im młodsi, którzy przejmą tradycje i potrzymają założenia tej wspaniałej organizacji, która obchodzi właśnie 60 lat istnienia. W nawale pracy i zajmowania się swoimi sprawami, nie zapominajmy o tych ludziach, którzy tworzyli tutaj zręby Polskości na obcej ziemi w warunkach, o których nawet się nie śniło niektórym obecnym narzekaczom. I jeszcze jedna sprawa. Autentyczni założyciele SPK starzeją się i chociaż niejednokrotnie młodzi duchem nie dadzą rady pokonać czasu. Wielu już odeszło, jest ich coraz mniej. Wśród wielu jest uprzedzenie do przyjmowania w szeregi ich organizacji żołnierzy, którzy służyli w Wojsku Polskim po 1947 r. w Polsce, twierdząc, że to wszystko komuniści. Przykre to jest, bo nie różni się niczym od poglądów niektórych polityków z okresu zimnej wojny. W Wojsku Polskim po wojnie służyło wielu porządnych ludzi i całe szczęście. Dzięki temu polska armia nie do końca podporządkowała się sowietom. Gdy wybuchł stan wojenny, mój stryj, wówczas pułkownik dostał areszt domowy na czas nieokreślony. Pytałem go wtedy, dlaczego na mostach warszawskich postawiono zapory przeciwczołgowe.? Przecież robotnicy czołgami nie jeżdżą? Okazało się, że ówczesne władze komunistyczne zakładały ze 60% wojska opowie się za Solidarnością. Ja też służyłem w tym wojsku, chociaż z poboru. A przecież nigdy nie należałem nawet do ZSM-u czy innej organizacji z tamtego okresu, a nienawiść do komuny miałem zaszczepiony od dziecka. Na przysiędze wojskowej głośno przysięgałem Polsce i tylko Polsce, przemilczając resztę, jak i wszyscy młodzi żołnierze dookoła mnie. Gdy w czasie stanu wojennego podczas rozruchów w Warszawie przywieziono na praską stronę pułk wojska dla pomocy ZOMO, żołnierze stanęli na zbiórce i nagle wszyscy jak na komendę zdjęli hełmy i nie ruszyli się na powtarzane rozkazy wymarszu. Zapakowano ich z powrotem na ciężarówki i wywieziono z powrotem. Widziałem to na własne oczy z mostu śląsko-dąbrowskiego. W dowodzie osobistym sprawdzanym na bramkach kontrolnych miedzy województwami niejednokrotnie odnajdywałem kartkę z napisem „cywile, trzymajcie się, jesteśmy z wami”. Starzy wiarusi, kombatanci, dajcie nam młodszym trochę kredytu. Jest nas wielu, którzy, mimo że pod rozkazami obcych, służyli dobrze Polsce, tak jak służyli jej żołnierze legionów, będąc w obcych armiach. Przyjmując młodszych w Wasze szeregi spowodujecie, że organizacja Wasza pozostanie żywa i będzie kontynuować pracę tak dobrze rozpoczętą 60 lat temu.

Marek Mańkowski

 

Na zdjęciu, od lewej:

Witold Mazur, Zygmunt Potocki, Barbara Gorzkowska, Jan Kraska,   Krystyna Pawłowska.

Przedstawiciele SPK koło 18.

Goniec 27 kwiecien 2007 r.
 
   

Marek Mańkowski

 Gazety: Goniec , Nowy dziennik (Nowy York)
©Marek Mańkowski