Wprowadzenie
Biografia
Najnowsze Artykuły
Albumy
Archiwum
Polecam
Kontakt
 

KAWA W COCHRANE

Co robić w Calgary? Nie można się nudzić. Samo miasto daje rozrywkę, i 17 Ave. Czy 10 Str. pozwala poczuć się dobrze ze swoimi barami, kawiarenkami czy herbaciarnią. Również na 8 Ave. w samym centrum miasta zawsze się coś odbywa. Ale Calgary to nie tylko centrum miasta, to także a może przede wszystkim jego okolice. A te najciekawsze to na zachód od miasta, z jednym wyjątkiem, ale o tym innym razem. Jadąc na zachód można wybrać dwie drogi: najbardziej znaną Trans-Canada H-wy nr. 1, która w samym Calgary nosi nazwę 16 Avenue North. (Wiem, ze wszyscy Calgaryjczycy o tym wiedzą ale „Goniec” jest wydawany w  Ontario, a tam mało kto z Polaków wie o zachodniej Kanadzie). Druga, mniej znana, lub wcale, przez przejezdnych, to H-wy 1A, która w mieście nosi nazwę Crowchild, czyli „wronie dziecko”. Skąd taka nazwa, nie wiem. Ta pierwsza to autostrada. Też ładne widoki i zbliżające się góry cieszą oko, ale prawdziwą przyjemność ma się na bocznych drogach. Ta boczna droga to jedne ze wspanialszych widoków na dolinę rzeki Bow. Zawsze lubiłem daleką panoramę, ale to, co można zobaczyć na Hwy 1A przekracza oczekiwania. Jak tam dotarłem? Przypadkiem. Każda prowincja ma swoje prawa. W Albercie, żeby przerejestrować samochód, trzeba zrobić tzw. „out of province inspection”. Nie ma ontaryjskiego „emision test”, ale to nie znaczy ze jest łatwiej, wręcz przeciwnie. Najpierw chciałem skorzystać z najprostszej drogi, czyli podjechałem do „Canadian Tire”. Tam powiedziano mi, ze tylko sprawdzenie, kosztuje 180 dolarów, a dopiero potem zaczynają się rożne naprawy, od których nie jest wolny nawet nowy samochód. Posiadam Jeepa TJ Wrangler z 2002 roku. Wspaniały samochód, cokolwiek nie powiedziałby Jurek Rosa. Od czterech lat lałem tylko benzynę i wymieniałem olej, chociaż przejechałem 140 tysięcy kilometrów. Wiem jednak z doświadczenia, ze mechanik samochodowy zawsze może cos znaleźć, jeśli chce. To zupełnie jak kapral w wojsku, który zawsze może powiedzieć ze bron jest brudna i udowodnić to. Zacząłem więc dzwonić po nowych znajomych, by znaleźć godnego polecenia, uczciwego mechanika, o co trudniej niż o dobrego lekarza.

Wreszcie dostałem kontakt, do warsztatu w Cochrane. Zadzwoniłem tam i okazało się, że konieczna inspekcja będzie mnie tam kosztowała 70 dolarów. Ponad 100 dolarów taniej. Zadzwoniłem, umówiłem się na inspekcje. Był to poniedziałek. Ruch nie jest nawet w połowie taki jak w Toronto, wiec 30 km zajęło mi 20 minut. Był to najczystszy warsztat samochodowy, jaki kiedykolwiek widziałem. Prowadzi go Anglik z pochodzenia imieniem Greg. Po dwóch godzinach, otrzymałem podpisany dokument, że samochód jest w porządku i mogę go przerejestrować. Również listę (krótką), co mogę zrobić, ale nie musze, by usprawnić auto. Cena była jak zapowiedziana, ani centa więcej. To taka rzadkość w dzisiejszych czasach. To był mój pierwszy kontakt z Cochrane. Drugi był już wyłącznie przyjemnością.  Cochrane to zachodniokanadyjskie miasteczko, ale niezwykle ciekawe. Oprócz najlepszych lodów w Albercie, fajnych sklepików na głównej ulicy i pięknych widoków na Bow Valley, ma jeszcze coś, o czym dowiedziałem się zupełnie przypadkiem.

To coś to najlepsza kawa jaką kiedykolwiek piłem, a jest ona przyrządzana w „Cafe Jamboree”. Co jeszcze ciekawsze, „Java Jamboree” jest prowadzona przez polsko-węgierskie małżeństwo – Les i Ottilia Jaworski. Kawiarnia, znajdująca się na dużym mall-u z „Canadian Tire” i „Safewyay” jest ogromnym zaskoczeniem. Z zewnątrz wygląda jak każda, ale w środku wystrój od razu przenosi w inny świat. Ale nie tylko to. Okazuje się, że jest to jedno z 28 miejsc na całym świecie gdzie podaje się kawę, tzw. monsunową. Kawa ta jest sprowadzana z Indii do Seattle w USA.

Jest przechowywana w czasie pory monsunowej, co prawda pod dachem, ale ziarna pobierają monsunową wilgoć przez 16 tygodni, co powoduje jej unikalny smak. Smak, nie do porównania z żadnym innym. Do tej kawy aż wstyd dodać cukier. Jej smak jest niepowtarzalny.

 

Jak każdy obecnie mały biznes w Albercie, a zwłaszcza w okolicach Calgary, również kawiarnia Lesa  Jaworskiego przeżywa problem z pracownikami. Nadchodzi czas powrotu do szkoły i na studia. Problem jest, że nie każdy potrafi parzyć kawę, tak jak tego wymaga procedura „monsunowej kawy”. Szkolenie zajmuje kilka miesięcy i nie każdy ma do tego talent, a Les i jego żona nie idą na skróty. Dwie dziewczyny, które teraz tam pracują, wracają na uczelnie. Jedna studiuje psychologie, druga jest artystką. Obie mieszkają w Cochrane, i każdy wolny czas poświecą Lesowi, ale to za mało. Gdy zawitałem tam w zeszłą niedzielę, Les był akurat na miejscu i gdy się przedstawiłem, poczęstował mnie swoją firmową kawą. To była rewelacja. Nigdy nie myślałem kawa może mieć taki smak. Nie da się tego opowiedzieć, to trzeba spróbować. Szkoda tylko, że Ontaryjczycy maja stąd 3500 km, ale kawę tę polecam wszystkim z Calgary. W Cochrane mieszka też jeszcze jeden ciekawy człowiek. Polski Góral, który, hoduje owce, ma bacówkę w Górach Skalistych, i co roku jeździ na redyk do Iowa. Dawał tam nawet autograf samemu Swarcenegerowi, (tak, tak, dawał, nie brał...). Ale o tym innym razem...

 

Marek Mańkowski

Goniec, 8 wrzesnia 2006 r.

 
 
   

Marek Mańkowski

 Gazety: Goniec , Nowy dziennik (Nowy York)
©Marek Mańkowski