Wprowadzenie
Biografia
Najnowsze Artykuły
Albumy
Archiwum
Polecam
Kontakt
 

"ICH TROJE" w Calgary

 Mimo że daleko od wszystkiego o tysiące km (nie licząc Edmonton gdzie oprócz największego w Ameryce Mall-a i tak nic nie ma) do Calgary tym razem zawitał zespół, który zna chyba każdy w Polsce. Ich Troje. Zespół kontrowersyjny, ale bardzo znany. Lubiany i wyszydzany, ale sławny. Nie widziałem ich przedtem nigdy. Powstał parę ładnych lat po moim wyjeździe z Polski. Pierwszy raz spotkałem się z ich piosenkami w Pittsburgu, gdy znajoma dala mi kasetę z ich nagraniem. Jestem zwolennikiem piosenek, których słowa cos znaczą.  Słuchałem ich często, zwłaszcza w podróży. To nie były jeszcze czasy mp3. Dochodziły mnie oczywiście słuchy o zespole, i o ich zachowaniu. I dobre i złe. Nie miało to dla mnie znaczenia, tak jak nigdy nie miało znaczenia to, że nie mogłem ścierpieć Michaela Jaksona (jego wyglądu i zachowania) a lubiłem słuchać jego piosenek. Ich troje byli w Calgary w zeszłym roku, ale przegapiłem to. Byłem tu wtedy krótko, reklama imprez polskich w tym mieście pozostawia wiele do życzenia i tak to przeszło. Tym razem miałem zapewnione tzw. wejście od zaplecza, dzięki Ilonie Girzewskiej z Toronto. Tego dnia wyszedłem z pracy wcześniej i ponieważ było to niedaleko Domu Polskiego podjechałem tam zobaczyć, co się dzieje. Z tyłu stał potężny autokar z przyczepą. Mój kontakt to był kierowca tego autobusu, Mietek.  Był tam, przedstawiłem się. Wprowadził mnie na sale. Było wcześnie, do występu jeszcze ok. 5 godzin. Zespół ustawiał na scenie wyposażenie. Mietek poznał mnie z managerem z Chicago, który obiecał mi wstęp i konferansjerem zespołu Pawłem Konnak, artystą rewiowym znanym jako Konjo.

Z Konjo od razu przypadliśmy sobie do gustu, wprowadził mnie na zaplecze, poznał z zespołem (balet, muzycy i obsługa techniczna). Konjo jest zbieraczem. Jego hobby to koszulki z napisami, czapki z daszkiem i kubki. Zasada jest ze ich cena nie może przekraczać kilku dolarów. Zapytał czy nie pojechałbym z nim do kilku sklepów. Miałem czas. Pojechaliśmy do kilku Value Village i Trifti Stores gdzie Konjo nakupił naręcze koszulek, kilka czapek, znaczków i kubków. Potem poszliśmy na piwo do pubu. Tam dostałem telefon od Magdy, dopiero co poznanej managerki zespołu Ich Troje (zostawiłem jej nr tel) Pytała czy nie moglibyśmy znaleść poduszki z pierza. Potrzebna była do występu. Udało się. Wróciliśmy do Domu Polskiego jakieś 20 min przed koncertem. Poszedłem jeszcze do garderoby. Wszyscy szykowali się do występu.

Prawie punktualnie zgasły na sali światła i rozpoczął się koncert, jakiego dawno nie widziałem. Imprezę rozpoczął Konjo, a potem już tylko Ich Troje z baletem. Wspaniały pokaz. W swojej trasie po Ameryce Północnej zespół był niedawno w Toronto wiec nie będę tego opisywał. Ten kto widział wie, ten kto nie, niech żałuje. W przerwie poproszono mnie do garderoby. Michał Wiśniewski pytał czy chciałbym zrobić krótkie interview teraz czy dłuższe po koncercie. Wolałem to dłuższe, wiec zrobiliśmy sobie tylko wspólne zdjęcie. Po przerwie, po kilku piosenkach podszedł do mnie security i powiedział, żebym po następnej piosence wszedł na scenę.

To była dobra zabawa. Był jeszcze jeden gość z sali. Na scenie stał zastawiony stolik, pucharki z napojem, jeden z tancerzy grał rolę kelnera. Siedzieliśmy z Michałem i Jackiem, weszła Ania. Przed sceną tłum nastolatków tańczących w rytm muzyki. Spiewano wspólną piosenkę. To było dziwne uczucie śpiewać na  scenie razem z liderem zespołu Ich Troje przy tłumie tańczącej publiczności. Po koncercie zespół został do późnych godzin nocnych rozdając autografy. Ja podrzuciłem Konjo do hotelu i umówiłem się na rano na wywiad z Michałem.

Wpadłem tam po dziewiątej, w pokoju był Konjo i Mietek, kierowca autokaru. Bardzo ciekawy człowiek, kochający przygodę i spotykający ją na każdym kroku. Umówiłem się z nim na opowieści po trasie gdy już wróci (zespół jedzie dalej do Edmonton, Seatle, przez Kalifornie do Las Vegas gdzie Michał i Ania biorą ślub, potem Grand Canion i znowu Chicago. (Sprawozdanie z trasy robi telewizja TVN i można to zobaczyć na stronie internetowej Ich Troje). Pogadaliśmy trochę, potem zeszliśmy na dół do lobby. Spotkałem Magdę (manager zespołu). Nie dawała mi specjalnej nadziei na rozmowę. Wszyscy czekali już na wyjazd i na zejście Michała z Anią.

Ok. 11:00 zszedł Michał. Zobaczył mnie, poznał. Autokar już czekał podstawiony ale to mu nie przeszkadzało. Usiadł ze mną przy stoliku w pustej sali i rozmawiał prawie pół godziny. Pytałem go o jego życie, o dwie poprzednie żony, o obecną, o legendy, które o nim krążyły. Michał odpowiadał szczerze, nie wymigiwał się od odpowiedzi, nie udawał. Gdy mówił o rozstaniu z poprzednią żoną i o tym że zabrania mu widzieć się z dziećmi, miał łzy w oczach. To ona od niego odeszła. Twierdzi, że dla niego najważniejsza jest miłość. Nie boi się mówić o uczuciach. Bardzo szanuje kobiety. Mimo, że to one od niego odeszły, nie powiedział jednego złego słowa na temat byłych żon. Bardzo kochają się z Anią. Mają małą córeczkę, która jest z nimi w trasie. Mówił o ojcu który popełnił samobójstwo i o piosence „Tango Straconych”,  którą mu poświęcił. Myśli by dowiedzieć się kiedyś czemu tak się stało. Jest wielkim oryginałem. Jest artystą. Twierdzi, że nie umie śpiewać, że wie o tym, ale chce przekazać muzyką, słowami i obrazem to co czuje. Szanuje publiczność. Nie ma dla niego znaczenia czy na koncercie jest 2000 osób, czy 150. Daje z siebie wszystko. Po koncercie dziękuje publicznie swoim wszystkim współpracownikom po imieniu. I artystom i technicznym. Wszystkich zaprasza na scenę. Jest jednocześnie trochę despotyczny, wie, że ma wady, ale jednocześnie kocha ludzi, kocha życie i umie je brać. Jest CZŁOWIEKIEM. To było ciekawe spotkanie.

Na koniec jeszcze zdjęcie w moim kowbojskim kapeluszu ( w Calgary bez kowbojskiego kapelusza nie uchodzi) i do autokaru, w którym już wszyscy czekali. Wyszli jeszcze z niego Mietek i Konjo by się ze mną pożegnać i tak się skończyło moje spotkanie z zespołem, który na zawsze wpisał się w historie piosenki polskiej.

Marek Mańkowski

 

"GONIEC", Toronto, 23 luty 2007 r.

 

 

 
   

Marek Mańkowski

 Gazety: Goniec , Nowy dziennik (Nowy York)
©Marek Mańkowski