Wprowadzenie
Biografia
Najnowsze Artykuły
Albumy
Archiwum
Polecam
Kontakt
 

ELITA w Calgary

Lubię czasy swojego pokolenia. W dorosłość wszedłem na początku lat siedemdziesiątych. Polska się wtedy zmieniła, a przynajmniej jej fasada. Staliśmy się jakby bardziej wolni, można było wyjechać za granicę, otworzyć bez problemu własny biznes, zarabiać pieniądze. Człowiek ma tendencję pamiętania dobrego i zapominania o złym. Przynajmniej ja tak mam i sobie to chwalę. Skąd takie nagle wspomnienia? Bo jednym ze stałych elementów mojej pamięci o latach siedemdziesiątych jest kabaret ELITA. Słuchało się go w radiu, oglądało w telewizji. Był w mojej świadomości przez całą moją polską dorosłość, aż do roku 1987, w którym wyjechałem na świadomą emigrację. Dotarłem daleko, bo aż do Calgary, tu osiadłem i chociaż daleko stąd wszędzie to uroki i przestrzenie Alberty kompensują ”frustrację księżniczki na wieży”. W niedzielę 1 marca 2009 zawitał do Calgary kabaret ELITA. Mało tu do nas dociera artystów z Polski. Odległość i nieprzewidywalność ilości widzów zniechęca większość z nich i kończą swoje tourne po Kanadzie w Toronto. ELITA jednak do nas dotarła a sala w Domu Polskim wypełniona była po brzegi. Ktoś wpadł na pomysł by krzesła ustawić przy stołach, a nie w rzędach. Dzięki temu można było poczuć się w prawdziwej kabaretowej atmosferze, z kawą, lampką wina i pysznym ciastem. Koncert rozpoczął się z niewielkim opóźnieniem i całe szczęście, bo też się spóźniłem parę minut i rozpoczął się niezapomnianą i nieśmiertelną piosenką:

Zanim zdechnie w oceanie struty ropą śledź ostatni
I ostatniej trawy źdźbło pokryje pył,
Zanim w Leśniczówce Pranie gigantyczny motel stanie,
Zanim ciszę leśna zmąci jazgot pił,
Zanim zniknie pod betonem osiedlowych skwerków reszta,
A w piwnicy odda ducha szara mysz,
Zanim wszystko co zielone, co w pachnącej trawie mieszka
Na podeszwach rozniesiemy wzdłuż i wszerz.
Do serca przytul psa,
Weź na kolana kota,
Weź lupę popatrz - pchła,
Daj spokój, pchła to też istota.
Za oknem zasadź bluszcz,
Niech się gadzina wije,
A kiedy ciemno już i wszyscy śpią,
Matka śpi, ciotka śpi, wujek śpi
Zapylaj georginie…

 

Napisał ją Jan Kaczmarek i Jerzy Skoczylas. Jan Kaczmarek już niestety nie żyje, ale Jerzy Skoczylas, Leszek Niedzielski i Stanisław Szelc bawili nas przez kilka godzin i te kilka godzin nie wiadomo kiedy upłynęło. Dali nam przede wszystkim to, co pamiętaliśmy z Polski, ale i kilka nowości. Była z nim jak piękny kwiat w butonierce starszego pana aktorka Agnieszka Matysiak. Utkwił mi zwłaszcza w pamięci jej skecz o młodej początkującej od 3 lat dziennikarce. To było takie prawdziwe. Zwłaszcza, gdy potem Agnieszka opowiedziała mi o wywiadzie dla telewizji po występie. Pytanie:, „jakie tragiczne wydarzenie ją ostatnio spotkało i czy chciałaby o tym opowiedzieć?” Spowodowało, że myślała, że skecz ciągle trwa, bo nic o żadnym tragicznym wydarzeniu nie było jej wiadomo…takich pytań było więcej…

Po występie miałem to szczęście, że spotkałem się z Kabaretem ELITA na przyjęciu u Janiny Aniołczyk. Janeczka znana jest w Polonii calgaryjskiej. Pomogła wielu ludziom, w tym mnie w dwukrotnym osiedleniu się w Calgary. Jest wspaniałym sprzedawcą domów, aktorką teatru AEPA, w którym występuje wraz z mężem, szyje piękne kreacje do sztuk teatralnych (wszyscy pamiętamy „Damy i Huzary”).  W jej domu na „wysokim NW”, pomieściło się ponad trzydzieści osób. Każdy przyniósł ze sobą jakieś specjały. Ta możliwość porozmawiania z bliska z legendą polskiego kabaretu zostawi niezapomniane wrażenia. Oni są tacy ludzcy i normalni i pełni dowcipu. Nie muszą nikomu udowadniać, że są dobrzy, bo po prostu są. Następnego dnia Janeczka wzięła ELITĘ na wycieczkę w Góry Skaliste, a po południu znowu party, tym razem u Miry.

Zapatrzeni na "Kukułeczkę"

AEPA (dla tych, co nie pamiętają: AEPA to Akademia Entuzjastów Projektów Ambitnych) odstawiła na cześć ELITY nieśmiertelną „Kukułeczkę”. Nie powiem co to „Kukułeczka”, bo to trzeba zobaczyć. Jedzenia znowu było w bród. Rewelacyjne jest tzw. „chłopskie jadło” francuskiego chłopa. Po kuchni krzątał się Tomek w twarzowym „śliniaczku-fartuszku”. Był też mój ulubiony rum „Appelton Jamajka”.

Podczas rozmowy z Agnieszką Matysiak okazało się, że pochodzi ona z Tomaszowa Mazowieckiego gdzie urodziła się też moja mama i gdzie byłem zeszłego lata. Zgodziliśmy się, że Tomaszów Mazowiecki to niezbyt piękne miasto z pięknymi wspomnieniami i jeszcze piękniejszymi niebieskimi źródłami. Tomaszów Mazowiecki unieśmiertelnił Tuwim i Ewa Demarczyk, a niebieskie źródła są tak unikalne, że posiada je jeszcze tylko jedno miejsce we Francji. Agnieszka mieszka obecnie w Konstancinie pod Warszawą z mężem, również aktorem Arkadiuszem Jakubikiem i dwójką dzieci w wieku szkolnym. Dziś, gdy to piszę (środa, 4 marca 2009, godz. 2: 50 nad ranem) ELITA jest już w Polsce. Nostalgia przynosi na pamięć tamte dni z lat siedemdziesiątych, gdy świat się zaczynał i był piękny i piękny trwa do dziś. Ech, ta emigracja. Czy tak samo byśmy odbierali ELITĘ, żyjąc w Polsce? Chyba jednak tutaj jest to bardziej emocjonalne, przynajmniej dla mnie. Na zakończenie urywki z życiorysów obecnych członków ELITY napisane przez nich samych. Pełna wersja na stronie internetowej ELITY: www.kabaretelita.pl

Jerzy Skoczylas

„Urodziłem się w 1948-ym roku w Galicji, a konkretnie w Olkuszu, miasteczku znanym niegdyś z kopalni srebra, a później z emaliowanych garnków. Komplet olkuskich garnków mam do dziś i nawet niekiedy z nich korzystam. Prócz garnków, z Olkusza mam również żonę, od lat tę samą, gdyż wyznaję tradycyjny system wartości i nijak mi do Holandii gdzie można ożenić się z chomikiem lub uśpić u weterynarza zrzędliwego dziadka. Z żony jak z garnków też niekiedy korzystam i dlatego pewnie mam syna Jakuba, na szczęście do mnie niezbyt podobny.
 Może tego po mnie nie widać, ale do szkoły chodziłem. Początkowo do podstawowej, a następnie do średniej. Później były studia. I tu ciekawostka, otóż mnie nie wykształciło państwo PRL, ale rodzona matka za swoje ciężko zarobione pieniądze. Ojciec w tym czasie niestety już nie żył. Ukończyłem Politechnikę Wrocławską, Wydział Elektryczny, specjalność automatyka. Po co ukończyłem? Zaraz wyjaśniam. Głównie po to, by w akademiku spotkać Tadka Drozdę i Jasia Kaczmarka i by wspólnie założyć Kabaret Elita…”

Leszek Niedzielski

„…  Twórczość radiową rozpoczętą w 1967 roku kontynuowałem w latach 70-tych jako autor i aktor biorąc udział w takich audycjach jak: "Ilustrowany Tygodnik Rozrywkowy", "60 minut na godzinę" i "Studio 202".

  W roku 1976 uzyskałem dyplom reżysera radiowego. Jako autor, aktor i reżyser jestem związany z Wrocławskim Magazynem Rozrywkowym "Studio 202" od 1973 roku.

  Od roku 1971 występuję w Kabarecie Autorów ELITA biorąc udział w licznych programach estradowych, telewizyjnych i radiowych, a jednocześnie pracuję jako redaktor w Rozgłośni Regionalnej Polskiego Radia we Wrocławiu…”

Stanisław Szelc

„Wywodzę się z rodziny drobnych posiadaczy, ale wielkich wędrowników. Pradziad mój, w latach 1830-1831 zaprzyjaźniony z panem Józefem Dwernickim, z zawodu generałem, odbył rajd pieszy na trasie Stoczek Łukowski, Dęba Wielka, Stara Wieś i w nagrodę wylosował atrakcyjną wycieczkę w głąb Imperium Rosyjskiego, połączoną z kilkuletnim pobytem w Jakucji. Nic przeto dziwnego, że również mój dziad zajmował się turystyką. Naprzód w latach 1863-1864 zwiedzał, pod generałem Marianem Langiewiczem, piękne Góry Świętokrzyskie, a następnie udał się na koszt dobrotliwego cara Aleksandra do jednej z kopalń nerczyńskich, którą zgłębiał dosłownie i w przenośni przez lat dziesięć. Tamtejszy Generał-gubernator kochał Go niezmiernie i obdarował piękną taczką, którą, aby mu jej nie skradziono, przykuł do dziadka gustownym łańcuchem. Jak z tego widać, związki mojej rodziny z dynastią Romanowów były nad wyraz bliskie i serdeczne.

  Po upadku cara Mikołaja II, nad czym obecnie tak ślicznie boleją panowie Kunert i Paczkowski, przyszła kolej na cara Soso Dżugaszwili, który zaszczycił swoją życzliwą uwagą moją Matkę i Ojca, co zaowocowało moim poczęciem na Sybirze. Rasowo sam sobie wydaję się podejrzany, gdyż nie reprezentuję żadnego z tolerowanych przez Młodzież Wszechpolską typów antropologicznych, a nawet rzec można, że jestem wielorasowy - Ojciec z Podhala, Mama znad Zbrucza, a piersią (ku mojej grzesznej radości - piękną) skarmiała mnie syberyjska Kozaczka Małanka (Melania) Jermolenko. Szczęście nie może jednak trwać wiecznie, więc z żalem i trudem oderwawszy się od bujnej kozackiej piersi, wróciłem do kraju. I tu, o Święty Paradoksie, w dalszym ciągu utrzymuję kontakty z rodziną Jermolenków, a to za przyczyną męża Małanki, który leży na wrocławskim cmentarzu. Biedny, prosty Sybirak zginął po to, abym mógł mieszkać we Wrocławiu, a nie w Breslau…”

Żegnaj ELITO, nie wiem czy jeszcze kiedyś się zobaczymy, mam nadzieje, że tak. Mam też nadzieję, że uzyskacie rekord Guinnesa na najdłużej trwający radiowy program cykliczny, jako „Studio 202” i że pięćdziesięciolecie będziecie obchodzi w Calgary skąd „wszędzie daleko”…

Marek Mańkowski
"Goniec" 6-12 marzec 2009
 

 

 
 
   

Marek Mańkowski

 Gazety: Goniec , Nowy dziennik (Nowy York)
©Marek Mańkowski