Wprowadzenie
Biografia
Najnowsze Artykuły
Albumy
Archiwum
Polecam
Kontakt
 

DAMY I HUZARY w Calgary

   

Takie wydarzenie nie zdarza się w Calgary codziennie. Prawdę powiedziawszy  zdarza się najwyżej raz na rok. Kolejny występ zespołu AEPA to była furora. Tradycją już jest chyba, że na każde przedstawienie brakuje biletów, Sala w Domu Polskim mieści „tylko” 680 krzeseł. Wszystkie były zajęte. Co to jest AEPA? Pisałem już o nich, ale przypomnę jeszcze raz.

Akronim oznacza Akademia Entuzjastów Projektów Ambitnych. Wymyślili sobie taka nazwę dla zabawy, ale to, co robią zabawą bynajmniej nie jest.

 Gdy lata temu powstała grupa poetycko- muzyczna, większość uczestników była jeszcze młoda, po studiach, pełni zapału i chęci do tworzenia. W Domu Kombatanta wystawiali wieczory poetycko-muzyczne a później sztuki teatralne, takie jak „Noc Listopadowa”, „Krakowiacy i Górale”, „Dziady” czy „Karol” Mrożka. Działalność grupy trwała do 1987 roku. W roku 2003 w styczniu grupa artystyczna zn owu rozpoczęła działalność. Mira Starczyk, Michał Filasiński, Barbara Wadolna i inni spotkali się by znowu zacząć tworzyć. Zainspirowani sztuką „Sąd nad współczesnym Polakiem” opublikowaną w Tygodniku Powszechnym w Polsce i wystawionym w Teatrze Małym w Warszawie, postanowili wystawić ją w Calgary. Dostali pozwolenie od autorów i mimo zawiłego tekstu wystawili sztukę ucząc się na pamięć całych stron tekstów prawie niemożliwych do nauczenia. Publiczność przyszła na pierwszy spektakl z ciekawości. Było ok. 300 osób. Był to sukces. Na następne spektakle sala zawsze była pełna, a mieści się w niej z trudem ok. 700 widzów. Następne sztuki to „Długi obiad świąteczny” Wilii Thorton i „Wachlarz Lady Windermere” Oskara Wilde. Grupa przyjęła żartobliwą nazwę „Akademia Entuzjastów Projektów Ambitnych” poświęca swoim projektom masę wolnego czasu i sztuki są wystawiane bardzo profesjonalnie, chociaż grają w nich amatorzy. Co roku też wyjeżdżają na kilka dni i organizują sobie żartobliwą parodię „Oskarów”, które nazwali Ramzesami i przydzielają je aktorom wystawianych sztuk. Przedostatnią na warsztacie była sztuka Karola Woj tyły „Przed Sklepem Jubilera”, której premiera odbyła się 16 października 2005 r Próby do niej trwały wiele miesięcy, oczywiście wieczorami po pracy i szkole, często do późnych godzin nocnych, z wielkim zaangażowaniem i poświęceniem dorosłych i młodzieży. Byłem na tym przedstawieniu i wyszedłem zafascynowany. To nie było amatorskie kółko wzajemnej adoracji, to byli profesjonaliści. Sztuka o miłości i małżeństwie została wyreżyserowana i odegrana tak, że w niejednych oczach ukazały się łzy. Wszyscy aktorzy, od starego jubilera (  Mietek Górski) po młodziutką Monikę ( 16 letnia Agnieszka Cywińska) dali prawdziwy pokaz sztuki. Reżyserowała Mira Starczyk.

Mają już na swoim koncie wiele osiągnięć i to zawsze przy pękającej w szwach Sali. Mimo ze aktorzy amatorzy to może im pozazdrościć niejeden zawodowy aktor. Świadczy o tym frekwencja. Jeszcze  żaden przybysz z poza Calgary nie miał aż tak pełnej sali. Wszyscy chyba wiedza, że „Damy i Huzary”  to komedia Aleksandra Fredry. Akcja rozgrywa się podczas kampanii napoleońskiej ok. 1810 roku na Lubelszczyźnie. Kobiety próbują zawojować zdeklarowanych kawalerów, huzarów i prawie im się udaje. Komedia to chyba najtrudniejszy rodzaj sztuki do zagrania przez aktorów. Największa nagroda to śmiech na Sali. Tego śmiechu było dużo.

Wszyscy zagrali rewelacyjnie. Monolog Majora (Michał Filasiński) wywołał burze śmiechu, tak samo dialog panny Anieli (Alina Majcherkiewicz) z rotmistrzem ( Marek Grzesiak).

 

Służące (Kasia Lewandowska, Magdalena Bytnar, Agata Starczyk) w scence z adiutantem (Mietek Górski) dały prawdziwy pokaz dziewczęcości i humoru.

Zosia (Kasia Denys) to był prawdziwy obraz nieszczęśliwie zakochanej dziewczyny, posłusznej mamusi. To był pierwszy występ Kasi. Mam nadzieje ze będzie więcej. Siostry majora ( Iwona Auer, Alina Majcherkiewicz, Janina Aniołczyk) zachowywały się jak prawdziwe matrony z tamtego okresu. Stroje wykonane przez Janinę Aniołczyk były wspaniałe. Dekoracje zaprojektował i wykonał Stanisław Majcherkiewicz, rewelacyjny Kapelan w sztuce. Zbyszek Aniołczyk jako Rembo doskonale wygarniał huzarom. Zakochanego porucznika grał Krzysztof Barański.

Dźwiękiem zajmował się Mirek Byczyński i Wojtek Grabowski, a światłami Zbigniew Aniołczyk. Suwakiem na konsoli świateł poruszał w górę i w dół niżej podpisany. Pudrowały i szminkowały aktorów Anna Sannderss i Monika Cywińska, organizacją widowni zajmowała się Basia Wadolna.

Sztukę wybrała, wyreżyserowała i doprowadziła do wspaniałego końca Mira Starczyk. Brawo AEPA. Szkoda, że nie dajecie więcej przedstawień. Jedno to za mało. Aha, i nie przejmujcie się państwo z AEPA-y, że kilku malkontentów narzeka na zarezerwowane miejsca dla waszych specjalnych gości. Cena biletów (10 dolarów) to oddawanie spektaklu praktycznie za darmo. Jak dochód z biletów podzieli się przez rok prób i przygotowań, koszty kostiumów, ilość uczestników, czas i talent to się okaże, że dołożyliście masę pieniędzy. W związku z tym to jest Wasz spektakl i możecie sobie rezerwować tyle miejsc w pierwszych rzędach ile Wam się podoba. Wymagania niektórych człowieczków za sumę, którą płacą są po prostu śmieszne i żałosne. „Psy szczekają, karawana idzie dalej”, tak było zawsze.

Następna impreza AEPA to przyznawanie „Ramzesów „ 12 maja. To będzie trudny wybór. Wszyscy byli wspaniali. Dziękujemy

Marek Mańkowski

"Goniec"  20.04.2007 r.

 

 

Marek Mańkowski

 Gazety: Goniec , Nowy dziennik (Nowy York)
©Marek Mańkowski