Wprowadzenie
Biografia
Najnowsze Artykuły
Albumy
Archiwum
Polecam
Kontakt
 

Co zrobił bóbr w Albercie

 

 

Dziwne rzeczy potrafią się dziać w Albercie. Do tego stopnia, że myślałem, że mnie już nic nie zadziwi. A jednak… Bóbr zagryzł psa. Nie, to nie żart ani kaczka dziennikarska. Zdarzyło się to naprawdę. I to nie jakiegoś tam małego ratlerka czy innego pokojowego pieska, ale dorosłego husky. Najwyraźniej to nie był bardzo mądry husky. Pogonił bobra i popłynął za nim. Bóbr odwrócił się i bronił zarówno siebie jak i swojej rodziny z pobliskiego żeremia. Teraz władze miasta Red Deer zamierzają zabić całą rodzinę 12 bobrów żeby psy, nawet te najgłupsze mogły bezpiecznie ganiać w kółko za swoim ogonem. Od ponad dwudziestu lat jestem w Kanadzie myśliwym. Poluję, zabijam dzikie zwierzęta. Jelenie, łosie, kilka niedźwiedzi. Przez dziewięć lat redagowałem dział myśliwski w torontońskiej „Gazecie”. Miałem wspaniałego kochanego Golden Retriver, który polował wraz ze mną. Nigdy nie myślałem, że przyjdzie mi wystąpić w obronie dzikiego zwierzęcia. I co? I występuję. Kto kiedykolwiek widział bobra, widział też jego krótkie łapki, ciężki tułów, płaski ciężki ogon. To nie jest zwierzę które byłoby stworzone przez naturę do ataku, czy pościgu. Żywi się wyłącznie roślinami, młodymi pędami drzew. Potrafi jednak ściąć sporej grubości drzewo dla budowy żeremia, tamy i dla posiłku. Ma do tego potężne siekacze. Ma więc czym się bronić. Ale NIGDY nie atakuje. Śmieszny był tytuł w gazecie o szaleńczym ataku bobra. Owszem, pies zginął ale zginął przez własną głupotę, a jeszcze bardziej przez głupotę właściciela. Oglądałem video z innego „ataku”  bobra, tym razem na 4 letnią dziewczynkę. Tytuł brzmiał przerażająco „ szaleńczy atak bobra na dziewczynkę”. Co się okazało? Rodzic filmował bobra nad brzegom jeziora, nagle dziecko podbiegło do zwierzęcia i próbowało go złapać, czy pogłaskać. Czy ten rodzic był niespełna rozumu? Ale co się dziwić, sam widziałem na własne oczy na wysypisku śmieci w Ontario jak rodzice szli z małymi dziećmi oglądać misie i to dobre 150 metrów od samochodu. Nic się na szczęście nie stało wtedy, ale mogło i za głupotę rodzica zapłaciło by życiem i dziecko i niedźwiedź, którego by potem zabito. Bezsensowne śmierci wynikające z ludzkiej głupoty. Ta bobrowa historia z psem przypomniała mi, że kiedyś gdy stałem bez ruchu nad brzegiem rozlewiska bobrowego czekając na kaczki, tuż koło mojej nogi prześlizgną się do wody bóbr. Okazuje się że miałem masę szczęścia, bo mógł mnie przecież zagryźć, no i dobrze że nie miałem jeszcze psa.To tyle o bobrach.

Od kilku tygodni w Albercie pojawiły się grzyby, Gdzie? Oczywiście w „Polskim Lesie”. Tak tu nazywają wszyscy ten obszar leśny, 113 km od Calgary.  Nazywają go tak Rosjanie i Chińczycy i inni. Ciekawa jest historia pewnej Rosjanki,  która  wybierając sie po raz pierwszy na grzyby w  sobotę ( 31.07) spotkała w "Polskim Lesie" pana który właśnie wracał do swego traka z grzybami. Starał się  ukryć te grzyby ale i tak zauważyła, że trochę ich nazbierał zapytała go więc - " Czy to  jest ten słynny "Polski  Las" ? Pan na to odpowiedział raczej niechętnie  " Nic mi o tym nie wiadomo"   w tym momencie gdy  pan ten wsiadał do auta  Rosjanka zauważyła olbrzymi napis na plecach koszulki tego pana "Polska"  i... wszystko już było wiadome. Mówiła nam,  że  bardzo ją to rozśmieszyło”.Opisana została ta historia na calgaryjskiej stronie www.ploty.com . A przecież grzybów wystarczy dla wszystkich. Pojechaliśmy tam w ostatnią sobotę  z samego rana, nazbieraliśmy pięć czubatych toreb koźlaków w ciągu dwóch godzin, a mimo to ci którzy przyjechali dużo później ciągle wychodzili z lasu z wiadrami grzybów. I tak już od kilku tygodni. Nawet naszym rodakom i znajomym niektórzy nie chcą powiedzieć gdzie na te grzyby jechać, podaję wiec jak dojechać tej grzybowej Bonanzy: z Calgary do Cochrane, z Cochrane na północ szosą nr 22, tzw. Cowboy Trail kilkadziesiąt km do Cremony. Od skrzyżowania w Cremonie (jest tam ograniczenie do 50 km/godz, nie da się przegapić) dalej na północ ok. 5 km, do drogowskazu pokazującego kierunek do rafinerii Shella. Od tego skrzyżowania piękną szosą na zachód ok. 32 km. Szosa kończy się przy rafinerii. Trzeba tam zjechać w prawo w szutrową drogę, postawić samochód na małym placu z tablicą informacyjną i wejść do lasu. Grzyby czekają. Bobrów tam nie ma, więc można zabrać psa i dziecko, ale wtedy nie radzę jechać z samego rana, gdy jeszcze nie ma ludzi, bo widziano tam i pumę i niedźwiedzia.

Pumę widziałem sam w zeszłym roku i nie tylko ja, a niedźwiedź został nawet sfilmowany. Gdy jednak po 9 rano las wypełni się już ludzkimi nawoływaniami nie mamy się czego obawiać. W tym roku koźlaki są wyjątkowo mało robaczywe, smacznego.

Marek Mańkowski

 

Marek Mańkowski

 Gazety: Goniec , Nowy dziennik (Nowy York)
©Marek Mańkowski