Wprowadzenie
Biografia
Najnowsze Artykuły
Albumy
Archiwum
Polecam
Kontakt
 

Calgary Stampede

 

„Stampede” wymawiane „stamp^id”. Jak wielu z nas wie, co to słowo oznacza? Generalnie jest to masowy impuls w stadzie zwierząt powodujący, że stado to zaczyna biec w panice bez szczególnie określonego kierunku i celu Uważa się, że oryginalnie powstało to w naturze by pomóc stadnym zwierzętom uratować się od drapieżników. Duże „stampede” potrafi stratować i zniszczyć wszystko na swojej drodze. Słowo to bardzo znane w Północnej Ameryce gdzie wielkie hodowle bydła przeganiane na duże odległości, tzw. „drive” doświadczały tego niejednokrotnie. My mieliśmy możliwość zaobserwować to na popularnych w Polsce westernach. Ratunkiem przed wielkim stadem bydła ogarniętym taką paniką mogła być tylko próba kowbojów skierowania stada w swój własny środek. Gdy to się udało, stado zaczynało biec w kółko i w rezultacie ustawało, zamiast, co często się zdarzało spaść z urwiska czy utopić się w rzece. Podobne zjawisko występuje czasami w tłumie ludzi ogarniętych paniką, co kończy się niejednokrotnie zatratowaniem na śmierć czy zaduszeniem. Opanowanie „stampede” należało i należy do specyficznych kowbojskich umiejętności radzenia sobie z bydłem.

Co rok w Calgary odbywa się wielka impreza pod nazwą STAMPEDE.  Jest to chyba największe rodeo w Północnej Ameryce, ale nie tylko. Imprezy towarzyszące, występy, pokazy ogni sztucznych, wesołe miasteczka powodują, że Calgary w tym czasie żyje chyba tylko tym. Na ulicach ludzie chodzą w kowbojskich kapeluszach i w dżinsach, ta terenie parku „Stampede” nieprzebrane tłumy ludzi, zarówno miejscowych jak i przyjezdnych. Samo wesołe miasteczko, stragany i cała oprawa jest podobna do torontońskiego CNE, ale jest chyba bardziej żywiołowe. Przez cały czas trwania Stapmpede, każdego ranka w innym miejscu miasta serwowane jest dla wszystkich chętnych darmowe śniadanie.  Ludzie naprawdę się bawią, na każdym kroku spotyka się prawdziwych kowbojów (tak, tak, oni ciągle istnieją, nie tylko na westernach). Rozpoznać ich można po charakterystycznym chodzie i tym, że kapelusz wygląda na nich jak cześć głowy. Oczywiście obowiązkowe dżinsy, barwne koszule i wielkie sprzączki u pasa. Brakuje tylko rewolwerów.

No i oczywiście codzienne ujeżdżanie koni, jazda na wielkich bykach ( o ile jest to ciekawsze i moralniejsze niż hiszpańska corrida gdzie byk jest zamęczany bestialski sposób i zabijany. Z rodeo, byk wraca na pastwisko w dobrym zdrowiu i kondycji jako rozpłodowe zwierzę z wieloletnia przyszłością), łapanie i pętanie cielaków no i oczywiście wyścigi „ chuck wagons”.

Co to jest „chuck wagon”? Znowu odwołam się do westernów gdzie często można je było zaobserwować. Jest to wóz konny, zaprzężony w parę lub więcej koni pokryty półokrągłą plandeką rozpięta na łukowatych prętach. Oryginalnie wóz ten został zaadaptowany z tzw. Studebaker wagon używanego w amerykańskiej armii w czasie wojny domowej. Używany był tam głownie jako rodzaj ambulansu, gdzie tylna klapa służyła jako stół operacyjny. Pierwszym, który zaadaptował ten wóz do potrzeb cywilnych był texasaski ranczer Charles Goodnight w roku 1866. Od tamtej pory, przez ponad 20 lat, był to najpopularniejszy środek transportu w pionierskim „zdobywaniu” Ameryki Północnej. Wyścigi „chuck wagons” na calgaryjskim stampede to właśnie nawiązanie do tradycji. Miałem okazję zobaczyć to po raz pierwszy w roku 2006. I byłem zauroczony. Nie jest to zwyczajny wyścig, zaprzęgi nie ruszają po prostu ze startu. Zajeżdżają na spory plac przed trybunami widzów, konni jeźdźcy ustawiają się za nimi, schodzą z koni ładują na wozy ciężką baryłkę. Potem wozy, zaprzężone w czwórkę koni ruszają, ale nie prosto na tor, muszą najpierw zrobić mały ciasny slalom pomiędzy beczkami. Wymaga to ogromnych umiejętności powożenia czwórką koni, prawie dzikich i stworzonych do szaleńczego biegu. Gdy wychodzą w rezultacie na prostą wrażenie jest niesamowite. Poczwórna masa mięśni i mocy rusza do przodu. Konie wyciągają się tak, że prawie brzuchami szorują po ziemi. Cztery wozy, każdy zaprzężony w czwórkę koni usiłują się zmieścić w wąskim wyjeździe na tor wyścigowy. Wydaje się, że jest to wielka gmatwanina stada rozszalałych koni, ale już widać, że na torze rozpoczyna się szaleńczy wyścig. Emocji, która jest już u szczytu dodaje jeszcze prawie trzydziestu jeźdźców pędzących w ślad za wozami jak by ścigający Indianie. Jest to niezapomniane wrażenie. Trzeba to jednak zobaczyć na żywo. Telewizja nigdy tego nie odda tak jak to rzeczywiście wygląda. Jest też, o co walczyć, zwycięzca otrzymuje pokaźną nagrodę. Te wyścigi odbywają się codziennie przez tydzień.

 Po wyścigach, wielki traktor przyciąga ogromną, już urządzoną scenę i rozpoczynają się występy. Setki młodych tancerek i tancerzy, od 9-letnich do dorosłych dają taki pokaz rewii, jakiego jeszcze nie widziałem. Połączone to jest z pokazem ogni sztucznych, tańcami indiańskimi w wykonaniu prawdziwych Indian w ich plemiennych strojach. Lokalne radio i telewizja żyje tylko tym i wiadomości o Stampede zawsze są na pierwszym miejscu. Wczoraj, czyli w poniedziałek było w Calgary oberwanie chmury. Deszcz lał taki, że kanalizacja nie nadążała odprowadzać wody i wybijało ją ze studzienek na ulice jak z hydrantów. Taka ulewa to rzadkość w Calgary a mimo to prawie siedemdziesiąt tysięcy ludzi było tego dnia na kolejnych występach. Dzisiaj radio podało ciekawostki statystyczną. Okazuje się, że po Stampede wzrasta gwałtownie liczba rozwodów. Ciekawe, dlaczego? Może ma to coś wspólnego z pięknymi dziewczętami w kowbojskich kapeluszach i kowbojskich butach. Trzeba przyznać, że wyglądają bardzo sexy. Druga ciekawostka to, że dziewięć miesięcy po Stampede gwałtownie wzrasta liczba przychodzących na świat dzieci… Być może, że to ta sama przyczyna…

CALGARY STAMPEDE kończy się w niedzielę się w niedzielę 12 lipca. Następne za rok. Zapraszam, to naprawdę warto zobaczyć

Marek Mańkowski

Marek Mańkowski

 Gazety: Goniec , Nowy dziennik (Nowy York)
©Marek Mańkowski