Wprowadzenie
Biografia
Najnowsze Artykuły
Albumy
Archiwum
Polecam
Kontakt
 

Tytuł artykułu

Człowiek z Augustowa

Jestesmy rozsiani po całym świecie. Spotkać nas można wszędzie. Reprezentujemy sobą różne zainteresowania, różny poziom, różną kulturę. Są tacy którzy wyjechali tylko po to by zrobić pieniądze i wrócić w jakiejs nieokreślonej przyszłości do Polski. Ta przyszłość odsuwa się w miarę upływu czasu a oni, zapracowani od rana do nocy, odkładają każdy dolar i z tego lwią część wysyłają do Polski do rodziny licząc na to że inwestycje dokonane za pośrednictwem brata, siostry, żony itp. pozwolą im się urządzić w Polsce. Często kończy się to tragedią, bo rodzina najczęściej wyda pieniądze na swoje potrzeby i taki powracający zostaje pozbawiony swoich marzeń o spokojnym życiu. Najczęściej wraca wtedy znowu za granicę, sfrustrowany i zgorzkniały. Są inni, dla których pieniądz jest celem samym w sobie. Też tyrają od rana do nocy, soboty, niedziele. Rzadko widują żonę i dzieci ale swiadomość, że robią to dla nich odsuwa wyrzuty sumienia braku obecności w życiu rodzinnym. Nie mają czasu na nic poza pracą. Tym dwóm typom współczuję. Nie mają życia. Co z tego że mają pieniądze gdy nigdy z nich tak taprawdę nie korzystają. Inny rodzaj to również zapracowani ale korzystający z owoców swojej pracy. Coraz większy dom, lepszy samochód, wyjazdy do znanych kurortów. Wielka potrzeba pokazania się, dzieci w najlepszych szkołach itp. itd. Myśl krąży rownież dookoła pieniądza ale przynajmniej z tego pieniądza korzystają i żyją. Takim ludziom zazdrości wielu i też by tak chciało wiec wspinają sie po kolejnych stopniach by to osiągnąć. Ta zazdrość często bardzo widoczna podbudowuje z kolei dobre samopoczucie tych bogatych i napędza ich do jeszcze wiekszych osiągnięć. Nic w tym złego. Lubią to, jest im tak dobrze. Dzięki temu, że potrzebują coraz wiecej nowych rzeczy inni mają pracę. Oby takich bogatych było jak najwięcej.

I są jeszcze inni. Ludzie z pasją . Ogarnięci jakąś ideą, zaangażowani w projekty nie dla pieniądzy. Są tu i ci którzy dąża do władzy i ci którzy chcą pomagać innym i ci którzy dla samej idei krzewienia polskości angażują się w różnych organizacjach lub je nawet tworzą. To dzięki nim mamy harcerstwo, zespoły ludowe, teatry, organizacje charytatywne, dbałość o polskość. Ludzie Ci mają swoją misję do spełnienia i spełniają ją. To są najbardziej widoczne grupy emigrantów. Ci mniej widoczni lub wcale to szarzy ludzie, pracujący dla rodziny, nie wychylający się, chodzący co niedzielę do kościoła dla Boga, nie dla pokazu, wychowujący dzieci, polskość czerpiący z gazet i telewizji, żyjący skromnie i beznamiętnie.

I są jeszcze inni, nieliczni, czasem widoczni, czasem nie. Ludzie z pasją indywidualną. Zamiłowaniem do życia i jego formy, hobbyści, artyści, widzący naturę, piękno, przyrodę. Potrafiący tworzyć sztukę głową lub rękami. Ci ludzie widzą najwięcej z otaczającego nas świata, wiedzą najwięcej. Nie mają problemu by tę wiedzę przekazać innym, ale nie narzucają się z nią. Spotkać ich nie jest łatwo, trzeba mieć trochę szczęścia. Oni nie chwalą się, nie rzucają w oczy. Ale spotkanie ich i poznanie ich świata może wzbogacić nasz własny.

 

Niedawno w Calgary spotkalem takiego człowieka. Mówi sam o sobie że jest „chłopak z Augustowa” i jest dumny z miejsca z którego pochodzi. Nie zależy mu bybyć z Warszawy, czy z Krakowa, nie ma kompleksu prowincji. Jego pasja i hobby to kolekcjonowanie starej broni. Jego umiejetności to konserwacja zabytków, restauracja i odzyskiwanie. Jego praca to stolarka. Spotkałem go przypadkiem, przypadkiem też zobaczyłem starą szablę i zobaczyłem co potrafi zrobić by wyglądała jak okaz muzeum. Jego zbiory to dziesiątki starych szabel i innych rodzajów broni. Nazywa się Andrzej Slinko. W Polsce był konserwatorem zabytków. Pracował między innym przy restauracji Pałacu Branickich w Białymstoku. On był tym który balansując na plecach jednej z figur na dachu pałacu mocował pomnikową dzidę. W Białymstoku poznał swoją drugą żone (pierwsze małżeństwo trwało zaledwie parę tygodni). Mimo, że są juz ze sobą 23 lata, Andrzej mówi o Edycie jak by sie wczoraj zakochał. To rzadkie. Emigracja często rozdziela ludzi, ich połączyła. Wyjechali z Polski w 1988 roku. Cztery lata spędzili w Grecji, która do tej pory bardzo mile wspomina i chciałby tam znowu pojechać. Nic dziwnego u miłosnika zabytków. Kilka lat miszkali  w Vancouver.  Edyta jest farmaceutką z zawodu i zwolenniczką zdrowego żywienia. Poleca tylko leki naturalne. Patrząc na nią ma się wrażenie, że jest żywą reklamą zdrowego odżywiania. Szczupła zgrabna, bardzo ładna. Ich dom zapełniają stare, stylowe meble i zrobione na stare przez Andrzeja. Mieszkają w mieście, ale ich dom z jednej strony wychodzi na dziką przestrzeń Nose Hill gdzie często pojawiaja się jelenie i kojoty, a z drugiej na stare drzewa i wąwóz za którymi majaczą tylko inne domy. Dla miłośników natury jak Andrzej i Edyta to miejsce jest prawie idealne. Anrzejowi brakuje tylko jezior. Urodził się przecież na pięknym pojezierzu augustowskim. Ich syn Filip jest również humanistą. Bedzie studiował dziennikarstwo i rezyserie filmową w Toronto. Ulubiony napój Andrzeja to staropolski krupnik.

Pokazał mi też staropolski zwyczaj napełniania kieliszków (dawniej pucharków) ustawionych rzedem na klindze szabli. Potrafi utrzymać tak dwanaście sztuk. Na zdjęciu są tylko dwa, (Edyta nie pije alkocholu), ale też nie jest to łatwe. Andrzej gra też na gitarze i śpiewa. Piosenki i ballady, swoje i innych. Miałem okazję posluchać. Oni zyją pełnią życia. Wiedzą o nim więcej niz wielu innych, mają świat dla siebie, ale potrafią sie nim dzielić z tymi którzy chcą słuchać. Na co dzień Andrzej pracuje w dużej stolarni ArtWood Millwork Ltd. razem ze wspólnikiem Włodkiem Sitarskim. Praca bardzo pokrewna jego zamiłowaniu. Robi piękne meble, lubi to i widać to w jego pracy. Nie narzeka na życie jak wielu innych naszych rodaków. Może dlatego, że razem z żoną wiedzą co to naprawdę jest życie i co z życia brać. Różnie nas po świecie rozrzucają losy, ale obojetnie czy jesteśmy w Augustowie , Słupsku, Calgary czy Vancouver, gdy jesteśmy sobą wszędzie może być dobrze. Ale do tego trzeba umieć zauważyć ŻYCIE...

Marek Mańkowski

 

Goniec, 9 marzec 2006

 
   

Marek Mańkowski

 Gazety: Goniec , Nowy dziennik (Nowy York)
©Marek Mańkowski