Wprowadzenie
Biografia
Najnowsze Artykuły
Albumy
Archiwum
Polecam
Kontakt
 

Afrykańskie urodziny w Brag Creek,  3 kwiecień 2011

Wiosna w Calgary jak zwykle mroźna i śnieżna. Jednak jest pierwsza prawdziwa jej oznaka: temperatura podniosła się znacząco i teraz jest tylko do -10 w nocy, a w dzień to nawet -3 czasem bywa. Moje ulubione Globalne Ocieplenie powoduje, że pada dużo więcej śniegu, na drzewach, siatkach i kablach piękna szadź (lub sadź jak wolą niektórzy), w powietrzu wilgoć i czuję się jak w Toronto w styczniu. Wczoraj szalała zamieć śnieżna, co wyszedłem ze sklepu to musiałem skrobać szyby w samochodzie a jadąc ślizgało się fajnie. Jednym słowem wiosna „całą gębą” jak to mówią (zapomniałem kto…).  W Calgary mało sypią soli, bo przy temperaturze -30 i tak nie rozpuszcza lodu. Sypią za to żwir z błotem. Dzięki temu nie ma samochodu, który nie miałby popękanej szyby od kamieni lecących z pod opon. Od małego pęknięcia robi się większe, a potem leci przez całą szybę we wszystkich kierunkach. Gdy jest ich już tyle, że nie wiele widać, zwłaszcza w nocy w świetle reflektorów, to wymienia się szybę. To żwirowe błoto jest wszędzie. I będzie jeszcze długo, bo przyszła prognoza, że w sobotę znowu spadnie 10 cm śniegu i mimo, że temperatura ma być tylko ok. -2 to i tak sypać będą żwirem, bo pewnie taniej. Moja szyba jest już cała w pajęczynę popękań. Trzeba będzie ją wymienić, ale jeszcze nie teraz. Można tę szybę oczywiście naprawiać po każdym drobnym (do 10 cm) pęknięciu i kosztuje to tylko 30 dolarów. Takich pęknięć zimą jest jednak więcej niż 10 więc chyba jednak opłaca się poczekać i wymienić latem całą szybę za 300 dol. Firmy które naprawiają lub wymieniają te szyby mają w Calgary dobry biznes, często połączony z tzw. „micropaint repair” bo ten żwir oczywiście nie oszczędza również lakieru na masce samochodu.

W zeszły poniedziałek odwiedziło mnie moje dziecko Marcin, które mieszka od pewnego czasu w Vancouver. Dziecko już dawno przestało być dzieckiem (ma lat 37 i jest dawno żonaty), ale co tam, dla rodziców dzieci zawsze dziećmi będą. Vancouver ma to do siebie, że zima jest tam bardzo deszczowa. Bardzo deszczowe jest też lato, więc chyba te pory roku niewiele się różnią. Pamiętam jak dziś, gdy będąc służbowo w Vancouver oglądałem w hotelu miejscową prognozę pogody. Pan „Chmurka” grobowym głosem zapowiadał żeby, kto nie musi nie wychodził z domu i nie wyjeżdżał w drogę. Brzmiało to jak narodowa katastrofa pogodowa. Patrzyłem z uwagą, bo właśnie rano miałem ruszać w drogę samochodem z powrotem do Mississauga i takie pogodowe rzeczy były niepożądane. Słucham więc uważnie co dalej, a tu okazuje się że ma być -3 Celsjusza i 5 cm śniegu… No cóż, co kraj (prowincja) to obyczaj. Wracając do „dziecka” Marcina; przyjechał służbowo na dwa dni i nocował u nas. Rano odprowadziłem go do jego wypożyczonego samochodu, który trzeba było odgarnąć ze śniegu padającego całą noc. Widziałem jak bardzo chciał być z powrotem w Vancouver, gdzie szyby, jak rok okrągły czyszczą tylko wycieraczki, a nie skrobaczka do lodu i szczotka.

Zmęczeni zimą z przyjemnością przyjęliśmy zaproszenie na afrykańskie urodziny Marka Grzesiaka do Brag Creek. Brag Creek nie leży w Afryce tylko 40 km na zachód od Calgary i jest tam równie mroźno i jeszcze bardziej śnieżnie. Czemu więc urodziny afrykańskie? Bo Marek wraz z żoną Iwoną wrócili właśnie z kilkutygodniowej wycieczki do Republiki Południowej Afryki, gdzie było słonecznie, gorąco i zielono.

Chcieli podzielić się z gośćmi tą „gorącością” i wierzcie mi, że mroźny kwietniową calgaryjską niedzielę, gorącość nawet na zdjęciu jest niezwykle pożądana. Marek przywitał nas ubrany po afrykańsku w oryginalnym stroju stamtąd, co również powodowało, że robiło się cieplej, chociaż śniegu od tego nie ubywało. Gości zjechało się co niemiara bo była to też próba nowego przedstawienia AEPA w reżyserii Miry Starczyk. Będzie to komedia współczesna i jak uczy dotychczasowe doświadczenie naprawdę warta obejrzenia.

To jednak w dopiero w przyszłości a teraz Marek musiał odśnieżyć cały teren przed swoim  „bed & breakfast” „Riverside Chateau”. Zulus Czaka chyba nigdy w życiu nie odgarniał śniegu wiec ciekawie było popatrzyć na „afrykańczyka” szuflującego zwały śniegu. W środku Chateau było jednak ciepło, zdjęcia z Afryki rozgrzewały samym widokiem i chociaż na kilka godzin można było zapomnieć że zima potrwa jeszcze przynajmniej dwa miesiące. Kto by chciał rozgrzać się trochę przy afrykańskich wspomnieniach i ogromnym prawdziwym kominku, niech zadzwoni do Marka i zarezerwuje sobie romantyczny weekend w jednym z uroczych miejsc popularnego Brag Creek. Telefon: 403 835-6032

Z życzeniami szybkiego nadejścia cieplejszych dni

Marek Mańkowski

 

 

 
   

Marek Mańkowski

 Gazety: Goniec , Nowy dziennik (Nowy York)
©Marek Mańkowski