Wprowadzenie
Biografia
Najnowsze Artykuły
Albumy
Archiwum
Polecam
Kontakt
 

13 LUTEGO w Calgary

Mówi się że 13 to pechowy numer, ale dla mnie to przeważnie numer szczęśliwy. Ale nie o szczęściu czy pechu będzie ten artykuł, tylko o wydarzeniach tego dnia a raczej wieczoru. Tak się zbiegło, że w tym właśnie dniu miał być występ „Ich Troje”, których bardzo lubię i coroczna zabawa Walentynkowa organizowana przez polską szkołę. Niektórzy z naszych rodaków marudzą, że Walentynki to obcy zwyczaj, pewnie pogański, bo przecież to nie kościelne święto i nie powinniśmy tego dnia celebrować. Otóż uważam, że jest to piękny zwyczaj, to święto zakochanych, które pomaga przypomnieć zabieganym i zajętym, że miłość wymaga uwagi. W Polsce też już się to przyjęło na dobre i twierdzenie p. Anny Zakreta z Chicago (organizatorki występów „Ich troje”), że to obce święto i nie powinno się go obchodzić jest pozbawione sensu. Okazało się z resztą, że ani „long weekend” ani zabawa nie odciągnęły zwolenników „Ich Troje” i sala w Domu Polskim może nie była wypełniona po brzegi, ale przybyło jednak sporo widzów, zarówno młodych jak i starszych. Tym razem występ był skromniejszy niż trzy lata temu, bez baletu i wielkiej oprawy, ale słuchało ich się tak samo dobrze i równie dobrze oglądało. Występ zespołu zaczynał się o godz 18:00, a zabawa walentynkowa  o 20:00, więc miałem szansę by wziąć udział w obu imprezach.

W przerwie koncertu „Ich Troje” poszedłem za kulisy spotkać się z Michałem Anią i Jackiem. Myślałem że nocują w Calgary, jak poprzednim razem i że uda mi się z nimi porozmawiać następnego dnia rano, ale niestety jeszcze na noc jechali do Winnipeg, z czego bardzo cieszył się Michał bo twierdził, że po raz pierwszy będzie jechał tą trasą samochodem. Nie wiem czemu się cieszył, bo w nocy na preriach niewiele przecież widać, chociaż interesujące są zjawiające się nagle łuny na niebie i już po kilku godzinach jazdy okazuje się że to swiatła miasta, które nagle wyskakuje z niebytu i równie szybko przemija. Michał poznał mnie i się ucieszył ze spotkania, tak samo Jacek i Ania, pogadaliśmy trochę, zrobiłem parę zdjęć i już było po przerwie. Ciekawie czy jeszcze kiedyś zawitają do Calgary. Do końca koncertu nie mogłem niestety dotrwać bo już była prawie ósma, a jeszcze musiałem się przebrać i dojechać na szkolne Walentynki. Sala parafialna, która na co dzień nie wygląda zbyt okazale, tym razem sprawiała wręcz szokujące wrażenie pięknym wystrojem zrobionym z dużym smakiem. Mieliśmy stolik nr 9, przy którym siedziało już kilka osób, było czerwone wino, piękna róża na stole, pyszny obiad z deserem i bardzo dobra muzyka do tańca. Że dobra to widać było na parkiecie pełnym tańczących par. Zabawa Walentynkowa jest organizowana przez Polską Szkołe już od 11 lat. Przez wiele lat obiady przygotowywała Małgorzata Iskra, nie biorąc za to wynagrodzenia, potem kilka razy robiły to panie z tzw kuchni przykościelnej (nie wiem czemu to się tak nazywa, bo o ile sama kuchnia należy do kościoła, to panie tam piekące i gotujące chyba nie, poza przynależnością duchową, oczywiście. Wiem tylko że mają dużo zabawy i zadowolenia w tym gotowaniu, co nie przeszkodziło im wystawiać szkole rachunku ( 600 dol.) za każdy obiad przygotowany na zabawę. W tym roku jednak pani Lucyna Wysocki załatwiła kucharza, który zrobił wspaniały obiad nie biorąc za to żadnego wynagrodzenia i szkoła miała tym samym kolejne pieniądze, tak potrzebne do jej istnienia. Cała idea tej zabawy to właśnie zbiórka pieniędzy na szkołę i nie jest to mała kwota, bo co roku bilety są wysprzedane i np. w zeszłym roku szkoła zarobiła na tej imprezie 17 tys. dolarów. To chyba najprzyjemniejsza forma dotacji dla naszych milusińskich, bo jednocześnie mamy doskonałą zabawę. Do tego co roku jest loteria na której można wygrać cenne nagrody.

W tym roku był to duży telewizor, tzw. flat screen, który wygrała pani będąca w Calgary z wizytą z Polski. Poza tym bardzo skomplikowany i drogi robot kuchenny i GPS. Oddzielną nagrodę stanowiły dwa bilety lotnicze  ufundowane już kolejny raz przez West Jet dzięki pani Eli Niemczyk, która jest tam stewardessą. Można polecieć z nimi wszędzie tam gdzie latają te linie. Bilety wygrała młoda mężatka i razem z mężem nie mieli żadnych wątpliwości gdzie polecą – HAWAJE. Brawo. Wielkie podziękowania należą się komitetowi rodzicielskiemu szkoły, który z takim zaangażowaniem co roku szykuję tę zabawę z takim wspaniałym skutkiem, jak i uczestnikom zabawy, bez których suma zasilająca szkolną kasę nie byłaby możliwa. Na zakończenie dodam jeszcze, że oprócz dobrego jedzenia, tańców i zabawy miałem jeszcze dodatkową atrakcje. Mianowicie przy moim stoliku siedziała para małżeńska (chyba) zwolenników spiskowej teorii dziejów i to takich bardzo przekonanych o swoich racjach. Jedna z ich teorii głosi, że w ramach szczepień wszystkim ludziom będzie wszczepiony bez ich wiedzy tajemniczy elektroniczny „chip”, który pozwoli kontrolować całą ludzkość. Przez kogo, nie sprecyzowali, ale pewnie przez Żydów albo cyklistów, jak to zwykle w takich teoriach. Na moje pytanie, co z tymi, którzy nie będą się chcieli szczepić, np. ja, powiedzieli mi, że takich policja będzie doprowadzała siłą i że to już się zdarzyło. Nie pisałbym o tym przy tej okazji, ale pani i jej mąż powiedzieli mi, że cała prasa też należy do konspiracji i dlatego o tym nie pisze. Obiecałem im więc, że w następnym numerze „Gońca” ostrzegę ludzkość przed grożącym niebezpieczeństwem. No więc ostrzegam: Ludzkości, nie bierz szczepień ani żadnych zastrzyków z dużą igłą bo ci wszczepią „chipa” i na zawsze będziesz kontrolowana przez kontrolujących. Uważajcie też na policjantów czyhających na każdym rogu by was do tego szczepienia zmusić. Jeśli ci państwo mieli rację to redaktor naczelny i właściciel „Gońca”, Andrzej Kumor albo mi tego tekstu nie puści, albo go wykropkuje, ale jeśli puści to zżera mnie ciekawość jaką przyczynę tego „puszczenia” wymyślą sobie ci państwo, bo że wymyślą tego jestem pewien. Może dowiem się tego w następne Walentynki?

Jeszcze raz dziękuję organizatorom za wspaniałą zabawę

Marek Mańkowski

 

 

 
   

Marek Mańkowski

 Gazety: Goniec , Nowy dziennik (Nowy York)
©Marek Mańkowski