Wprowadzenie
Biografia
Najnowsze Artykuły
Albumy
Archiwum
Polecam
Kontakt
 

100 JAJEK 

 

Pisałem o tradycji świąt Bożego Narodzenia i o tym jak ważna jest ta tradycja. Drugą ważną tradycją naszej kultury są święta Wielkanocne. Są to święta wesołe i szczęśliwe, chociaż wypływają ze smutku i może powinno to dać do myślenia wielu pesymistom. W polskiej tradycji, jako świąteczne obchodzimy niedzielę wielkanocną i poniedziałek. Czemu poniedziałek? Wszystko wskazuje na to że wywodzi się to z tradycji pogańskiej (polewanie wodą, odnowa życia itp.). Wiele pogańskich tradycji zostało zaadoptowanych do kultury chrześcijańskiej i nic w tym złego. Uważam jednak, że kanadyjskie Święta Wielkanocne bardziej celebrują chrześcijańskie korzenie poprzez uznanie Wielkiego Piątku jako dnia wolnego, świątecznego. To przecież dzień śmierci Jezusa. Wydarzenie, które stanowi podstawę naszej wiary. Wydarzenie, bez którego nie byłoby Zmartwychwstania, największego przecież dowodu na to, że Jezus jest Synem Bożym. Czemu więc w tak przecież katolickiej Polsce dzień śmierci Jezusa jest zwykłym dniem roboczym, a pogański poniedziałek świętem? Nie wiem. Święta w Polsce to ważny czas. Odkąd pamiętam, a pamięć jak chcę ciągle jeszcze mam dobrą, Święta Wielkanocne to czas nowego życia. Budziła się wiosna, pojawiały się pierwsze zielone roślinki, przebiśniegi, krokusy i oczywiście bazie. Bazie to poza kurczaczkiem i barankiem jeden z ważniejszych wizualnych symboli Wielkanocy. Bazie stanowią podstawę palm w Palmową Niedzielę, są dekoracją stołu świątecznego, były z nami zawsze w ten czas. Skąd wziąć bazie? Najprościej kupić. Nawet w Calgary można je kupić na bazarze czy w sklepach z kwiatami. Ja staram się zawsze znaleźć bazie tam gdzie rosną naturalnie. Nie raz wymaga to niezłej wyprawy, ale te bazie mają jakby inną, większą wartość niż ten pęczek kupiony na straganie za 10 dolarów. Wiedziałem gdzie znaleźć bazie w okolicach Missisauga. Było to nad Sixteen Mile Creek, na południe od Lion Park. Nie łatwo tam się dostać o tej porze roku i nie wiem czy jeszcze ta enklawa istnieje, bo gdy opuszczałem Ontario to już w tamtych okolicach zaczęto budować nowe paskudne osiedla. Wiem też gdzie znaleźć bazie w okolicach Calgary. Jeżdżę tam co roku i co roku przywożę świeże gałązki, nawet gdy czasem leży tam jeszcze kopny śnieg. W tym roku, w samą Palmową Niedzielę też tam pojadę, tym razem z małżonką. Jest tam stary las i mech jak nigdzie indziej. Tylko jeden mały problem, wszystko może być jeszcze przykryte poduchą śniegu. No, ale skoro wapiti (to takie ogromne jelenie) mogą sobie poradzić, a jest ich tam sporo to ja też. W zeszłym roku odgarnąłem śnieg i mech był tam, piękny jak rok temu, puszysty i zielony. Po co ten mech na Wielkanoc? Otóż na dużym półmisku układa się warstwę ligniny, nawilża ją wodą, na to układa się mech, a na mchu pomalowane jajka i bazie. Wygląda to jak na zdjęciu. Po świętach mech można ułożyć w ogródku, prawie zawsze się przyjmuje. Jeszcze tylko droga powrotna, przerwana pyszną kawą w Brag Creek. I kto powiedział, że w Calgary nie ma wiosny. Lodówka już pełna. M. in. 100 jajek. To znowu rodzinna tradycja, jeszcze z mojego dzieciństwa. Kiedyś mając chyba 4 lata usiadłem na teczce, w której było właśnie 100 jajek. Ojciec nieopatrznie położył ją na tapczanie. Kupił następne sto. Nawet nie dostałem lania. Różnie bywało. I biednie i bogato i wesoło i smutno, ale zawsze na Wielkanoc w moim domu było 100 jajek. Nawet gdy kilka lat mieszkałem sam. Gdy byliśmy dziećmi, stukaliśmy się z siostrą tymi jajkami, spuszczaliśmy je po pochylni (ugotowane na twardo), malowaliśmy, skrobaliśmy w różne wzory. Moi rodzice byli młodzi. Nie mieli 20 lat gdy się pobrali. Przez pierwsze siedem lat mieszkaliśmy razem z dziadkiem i babcią Milą. Kochana Babcia. Dbała o nas jak mało kto, chociaż przecież była drugą żoną dziadka (pierwsza zmarła gdy nasza mama była jeszcze dzieckiem, więc nigdy jej nie znaliśmy). Nasza Babcia to zawsze dla nas była Babcia Mila. Zapachy ciasta i baby drożdżowej i świąteczny stół w Słupsku. W sobotę święcenie jaj, szynki, kiełbasy, w niedzielę wielkanocną biały barszcz, na białej kiełbasie, z pokrojoną wędliną, jajkiem, mocnym chrzanem. Przedtem znowu moja własna świąteczna tradycja, czyli ŚWIĄTECZNA KANAPKA. Z czasów, gdy szynka była rarytasem rzadko spotykanym. Ta kanapka to kromka chleba, bardzo dużo masła i plaster szynki grubości kromki. Wszyscy jeszcze spali, gdy robiłem sobie taką kanapkę i tak mi zostało. Babcia zmarła, gdy byliśmy jeszcze dziećmi, wyjechaliśmy z rodzicami w inny świat, do Płocka. Ale rodzice przez wszystkie nasze lata cały czas podtrzymywali tę samą tradycję i gdy ojciec zmarł, mama ciągle w święta robi to samo. I ja i siostra rozrzuceni po świecie robimy tak samo. Może Calgary jest na końcu świata, może inne miejsca są jeszcze dalej, ale gdy pamiętamy o tradycji wyniesionej z rodzinnego domu to nie ma znaczenia jak daleko od tego domu jesteśmy, zawsze możemy być u siebie. Wesołych Świąt

Marek Mańkowski

 

 

 
   

Marek Mańkowski

 Gazety: Goniec , Nowy dziennik (Nowy York)
©Marek Mańkowski